Władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich spierają się o subsydiowanie cen benzyny. Przez nie firmy naftowe tracą miliardy dolarów, a w niektórych częściach kraju – posiadającego szóste co do wielkości złoża ropy naftowej – brakowało benzyny.
Dwa lata temu władze Emiratów rozważały stopniowe wycofanie się z subsydiów, dzięki którym mieszkańcy płacą za litr benzyny równowartość 0,47 dolara, co stanowi mniej niż połowę średniej ceny światowej. Był to element długofalowego planu uniezależniania gospodarki od sektora naftowego. Jednak pomysł upadł w zeszłym roku wraz z wybuchem arabskich rewolucji – rządy, zwłaszcza bogatych państw Zatoki Perskiej, aby utrzymać spokój, zwiększały wszelkie subsydia i świadczenia socjalne.
Co więcej, w maju Federalna Rada Narodowa, czyli miejscowy parlament, wezwała do obniżenia cen benzyny, argumentując to tym, iż w Emiratach jest ona droższa niż w sąsiednich państwach. To akurat prawda, bo spośród krajów arabskich więcej za benzynę płacą tylko mieszkańcy Syrii i Tunezji. Ale obniżenie cen oznacza albo zwiększenie subsydiów bezpośrednio z budżetu, albo jeszcze większe straty firm naftowych, które zresztą też są państwowe.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.