Jeśli nie zbudujemy sojuszy politycznych z państwami regionu, przegramy walkę o gaz łupkowy.
Warszawa ma tak potężnych przeciwników, że w walce o swoje prawa do gazu niekonwencjonalnego nie będzie w stanie samodzielnie stawić im czoła. Zjednoczonym siłom działającym przeciw naszym interesom gazowym przewodzi oczywiście Rosja, ale w tym sojuszu są też Francja, międzynarodówka ekologiczna, być może także Niemcy. Berlin, który będzie miał rosyjskiego gazu pod dostatkiem, nie ma powodów, by wspierać nasze poszukiwania gazu łupkowego i potem jego ewentualne wydobycie. Tamę dla łupków będzie próbowała postawić Bruksela, która coraz chętniej słucha argumentów ekologów. Świadczy o tym ostatnia deklaracja komisarza ds. energii Guenthera Oettingera. W ubiegłym tygodniu powiedział PAP, że prawdopodobnie na wiosnę przyszłego roku przedstawi propozycje unijnych standardów dotyczących wydobycia gazu łupkowego. Może stać się ono po prostu nieopłacalne.
Plany Brukseli idealnie pasują do stanowiska Londynu. Według opublikowanego w maju raportu Komisji Energii i Zmian Klimatu Izby Gmin, jeśli Warszawa będzie swoje złoża gazu łupkowego „zagospodarowywać jednostronnie”, a zwłaszcza gdy motorem jej polityki energetycznej będą względy bezpieczeństwa energetycznego, może to spowodować negatywne skutki konkurencyjne dla Zjednoczonego Królestwa. Tim Yeo, szef komisji i polityk partii konserwatywnej, zaproponował, aby Wielka Brytania zainicjowała na forum UE dyskusję o przyjęciu w tej dziedzinie jednolitych standardów. Jednocześnie jego komisja zarekomendowała, aby Londyn stworzył system bodźców zachęcających do wydobywania gazu łupkowego na Morzu Północnym.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.