Autopromocja

nC+ i cała reszta, czyli na rynku płatnej telewizji bez zmian

Telewizja, rodzina
Czy już wkrótce będziemy świadkami powstania polskiego Netfliksa, który podbije skostniały już rynek płatnej telewizji?ShutterStock
30 marca 2013

Relacje pomiędzy rynkiem płatnej telewizji w Polsce a klientami przypominają trochę małżeństwo z rozsądku. Operatorzy udają, że się starają i zmieniają, a my udajemy, że te zmiany zauważamy i doceniamy. Czasem tylko ponarzekamy, że za mało, że za drogo, że nieelastycznie. Czy istnieje szansa, że w przyszłości otrzymamy telewizję naszych marzeń? Czy rynek płatnej telewizji ma jakąkolwiek przyszłość?

Nowa definicja rozczarowania

21 marca wszyscy mieliśmy stać się świadkami „nowej definicji rozrywki”. Duże oczekiwania związane z premierą platformy nC+ były całkiem uzasadnione. Spotkali się przecież dwaj gracze dysponujący bajeczną wręcz ofertą programową i świetnym zapleczem technologicznym – Cyfra+ oraz platforma ‘n’.

Wszyscy z wypiekami na twarzy czekaliśmy na nowy standard płatnej telewizji: elastyczną ofertę umożliwiającą stworzenie indywidualnej listy kanałów, możliwość spersonalizowania ramówki, a przede wszystkim zatarcie granicy pomiędzy telewizją a Internetem. Mówiąc krótko – czekaliśmy na telewizję godną XXI wieku.

Tymczasem kurz opadł, a naszym oczom ukazała się oferta jakich wiele otoczona masą angielskich zwrotów (HD, Multiroom, VOD, Go!), których wspólnym mianownikiem są słowa jednej z piosenek Maryli Rodowicz – Ale to już było! Elastyczna oferta ograniczyła się natomiast do możliwości wyboru jednego z sześciu pakietów cenowych. Być może w 1995 roku, kiedy na polski rynek wchodził Canal+, tego typu rozwiązanie moglibyśmy określić mianem elastycznego. Dziś jest to jawne lekceważenie klienta i kpina z jego inteligencji.

Dlaczego nowa platforma nie wniosła na rynek żadnej nowej jakości? Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle prosta: Bo nie musiała…

W krainie ślepców – jednooki jest królem

Kilka tygodni temu prezes Cyfrowego Polsatu, Dominik Libicki triumfalnie ogłosił, że rynek płatnej telewizji jest już bardzo nasycony, a operatorzy nie mogą liczyć na wielki przyrost nowych abonentów. Niektórzy poczuli się tą wypowiedzią urażeni i stwierdzili, że prezesowi Cyfrowego Polsatu strach zajrzał w oczy (strach przed nC+ rzecz jasna). Libicki wiedział jednak dobrze, co mówi, a jego wypowiedź nie była żadnym blefem mającym na celu odciągnięcie uwagi mediów od nowej platformy. Była po prostu stwierdzeniem elementarnych faktów. A fakty są takie, że na rynku płatnej telewizji karty zostały rozdane już dawno temu, a najbezpieczniejszym graczem przy stole jest… Cyfrowy Polsat.

Z usług największej platformy satelitarnej w Polsce korzysta już ponad 3,5 miliona klientów. Być może stwierdzenie, że w najbliższych miesiącach Cyfrowy Polsat nie straci ani jednego klienta, byłoby grubą przesadą, ale masowy odpływ abonentów platformie Libickiego z pewnością nie grozi. Z prostej przyczyny – braku alternatywy.
Zdecydowaną większość abonentów Cyfrowego Polsatu stanowią mieszkańcy małych miejscowości, gdzie dostęp do oferty telewizji kablowych jest bardzo ograniczony lub wręcz niemożliwy. Osoby te nie skorzystają również z usług nC+. Nowa platforma oferuje ceny z zupełnie innej półki. Należy również pamiętać, że Cyfrowy Polsat to prawdziwy kombajn oferujący pełen multimedialny pakiet – telewizję, internet (teraz również LTE) i telefon. Rezygnacja z czterech usług wymaga trochę więcej samozaparcia niż z jednej.

W podobnej sytuacji znajdują się sieci telewizji kablowej. Również oferują swoim klientom rozbudowane pakiety, a kiedy raz wpadniemy w ich sieć, trudno jest się nam z niej wyswobodzić. Najwięksi gracze (UPC, Vectra, Inea, Multimedia) podzielili pomiędzy siebie rynkowy tort i spokojnie wycofali się na z góry upatrzone pozycje. Nie wchodzą sobie w drogę, bo po co? I choć oferowane przez nich usługi często trącą „późnym Gierkiem”, to i tak nie ma to większego znaczenia. Klient przecież i tak nie zrezygnuje. Trochę ponarzeka, postraszy, pogrozi palcem, a potem i tak pogodzi się z rzeczywistością. Tak – polski rynek płatnej telewizji najzwyczajniej w świecie żeruje na naszym lenistwie.

Pora na danie główne – nC+. O premierze nowej platformy cyfrowej w ostatnich dniach napisano już praktycznie wszystko. Przez internet przelała się fala krytyki – narzekano na zbyt wysokie ceny, brak elastycznej oferty i tak dalej. To wszystko w dziwny sposób kontrastowało z kamiennym spokojem prezesa nC+ Juliena Verley’a, który kilka dni temu zakomunikował, że platforma oferty nie zmieni, a klienci powinni się cieszyć z tak atrakcyjnej oferty. Cynizm? Marketingowe samobójstwo? Nic z tych rzeczy. Verley doskonale wie, że za kilka tygodni, gdy opadnie medialny kurz, a internautom znudzi się krytykowanie nowej oferty, wtedy abonenci Cyfry+ i n-ki znów wpadną w jego objęcia.

Być może nC+ nie uda się utrzymać 2,5 mln klientów (tyle wynosiła zsumowana baza abonencka n-ki i Cyfry), ale większość z nich – koniec końców – wybierze „ofertę nie do odrzucenia”. Bo chcą dobrego kina. Bo chcą Ligi Mistrzów i ligi angielskiej. Bo chcą oferty premium, a raczej namiastki premium oferowanej przez nC+.

Zbliża się góra lodowa?

I tak o to najwięksi gracze dryfują sobie spokojnie po rynkowym oceanie, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że już wkrótce może ich czekać spotkanie z górą lodową.

Pierwsze ostrzeżenia zostały zlekceważone. Telewizyjni giganci wciąż nie dostrzegają potencjału Internetu. Z trudem akceptują również zmiany w zachowaniu konsumentów. Dopiero niedawno zorientowali się, że linearna telewizja kompletnie przestaje nas interesować, a ulubione seriale oglądamy nie raz w tygodniu, ale całymi sezonami w ciągu jednego weekendu. Chcemy bowiem telewizji, która dostosuje się do nas, a nie odwrotnie.

To znakomity moment na pojawienie się na rynku nowego gracza, który postawi na nielinearność, elastyczność i w pełni wykorzysta potencjał Internetu. Wystarczy spojrzeć na ogromny sukces amerykańskiej sieci Netflix, która przebojem wdarła się na rynek płatnej telewizji w Stanach Zjednoczonych.

Przemysław Pająk z serwisu spidersweb.pl przyszłość telewizji upatruje właśnie w maksymalnym wykorzystaniu potencjału Internetu:

„Rynek płatnej telewizji ma wielką przyszłość w Polsce. Jesteśmy u progu wielkich zmian, które będą skutkować coraz szerszym odejściem klientów od telewizji linearnej w kierunku telewizji w Internecie. Wprawdzie ciągle czekamy na pojawienie się w Polsce kogoś pokroju Netflixa, ale i tak polska oferta jest coraz szersza. Nieźle w Polsce radzi sobie HBO Go, z ofertą VOD premium wychodzą wszyscy możni polskiego Internetu”.

Czy już wkrótce będziemy świadkami powstania polskiego Netfliksa, który podbije skostniały już rynek płatnej telewizji? Jeśli „Cyfrowy Polsat”, nC+ i sieci kablowe w porę się nie obudzą, to mogą przejść obok prawdziwej cyfrowej rewolucji, która odbywa się na naszych oczach.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.