Autopromocja

Przemysł może być sexy. Nawet ten ciężki

Przemysł
Jedna z lekcji, jaką rządzący na całym świecie wynieśli z globalnego kryzysu, była taka, że łatwiej poradziły sobie z nim kraje, w których jest silna baza przemysłowa.ShutterStock
22 kwietnia 2015

Unia chce powrotu działalności wytwórczej na Stary Kontynent, ale przedstawiciele przemysłu sygnalizują, że to nie będzie takie proste. Wcześniej bowiem Europa będzie musiała spełnić pewne warunki

Jedna z lekcji, jaką rządzący na całym świecie wynieśli z globalnego kryzysu, była taka, że łatwiej poradziły sobie z nim kraje, w których jest silna baza przemysłowa. Jak więc sprawić, aby przemysł znów rozkwitł w Europie, jakie warunki stworzyć, jakie mechanizmy uruchomić, zastanawiali się uczestniczy panelu Reindustrializacja w Europie.

A jest nad czym się zastanawiać. Jak wyliczają bowiem eksperci z niemieckiego Instytutu Badań nad Gospodarką w Kolonii, rozwinięty przemysł uruchamia masę dobroczynnych efektów, które mają wpływ na całą gospodarkę. To przede wszystkim miejsca pracy, nie tylko bezpośrednio w samych zakładach, ale też pośrednio, u kooperantów i w obsługujących przemysł usługach. Przemysł to także magnes na absolwentów kierunków ścisłych, co jest jednym z elementów budowy innowacyjnej gospodarki. Przemysł wreszcie, chociaż zatrudnia mniej osób niż usługi, odpowiada aż za 60 proc. nakładów na działalność badawczo-rozwojową.

Ważne jest również to, że przemysł dzisiaj już nie wygląda tak, jak wskazywałyby powszechne skojarzenia z tym słowem. Jak tłumaczył Andrzej Balcerek, dyrektor generalny w Grupie Górażdże i prezes zarządu w Górażdże Cement SA, konieczne jest odczarowanie tego słowa. – Przemysł wciąż kojarzy się dymiącymi kominami, chociaż już o branży elektronicznej uważa się, że jest sexy – bo tam ludzie chodzą w fartuchach i wszędzie są komputery. Chciałbym więc powiedzieć, że produkcja cementu też jest sexy. Większość naszej załogi pracuje w fartuchach, w każdym kącie stoją komputery, a wszystko jest naszpikowane elektroniką – wskazywał prezes Balcerek.

Uczestnicy panelu byli zgodni, że europejskie firmy działają na globalnym rynku, więc w codziennej działalności muszą brać pod uwagę także ofertę cenową konkurentów z krajów, w których produkcja może być tańsza. Prezes zarządu ArcelorMittal Poland Sanjay Samaddar zwracał uwagę na stałe koszty, jakie ponosi przemysł, przede wszystkim koszty nośników energii. – Za gaz w Europie płaci się trzy razy więcej niż w USA, a za energię elektryczną dwa razy więcej – napominał. Wtórował mu Andrzej Skolmowski, wiceprezes zarządu w Grupie Azoty SA. – Dopominamy się w dyskusjach publicznych, aby wzięto pod uwagę, że my w związku z wszystkimi regulacjami klimatycznymi ponosimy realne koszty – mówił.

Europarlamentarzysta Adam Gierek wskazywał przykład Niemiec jako kraju, który swoją pozycję międzynarodową zbudował na silnym przemyśle. To kolejna z przyczyn, dla których projekt reindustrializacyjny jest atrakcyjny. Niemniej jednak przeniesienie modelu niemieckiego do innych krajów UE może okazać się trudne przez wzgląd na lokalną specyfikę. W żadnym innym państwie bowiem branże elektromaszynowa i motoryzacyjna nie stanowią tak poważnej składowej krajowego przemysłu. – Inne kraje nie będą w stanie z łatwością przenieść niemieckiego modelu do siebie, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że wiele niemieckich firm z tych dwóch branż ma za sobą dziesięciolecia udanej działalności biznesowej – tłumaczą analitycy.

– Kiedy za kilka lat skończą się środki unijne, to z czego utrzymamy te wszystkie stadiony i centra konferencyjne? Dzięki przemysłowi ciężkiemu naprawdę może być nam lżej – przestrzegł prezes Balcerek.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.