Jeśli nie globalizacja, to co?

Wiesław Szczuka, główny ekonomista BRE Banku
Wiesław Szczuka, główny ekonomista BRE BankuDGP
11 sierpnia 2008

Obwieszczając śmierć globalizacyjnego konsensu Dani Rodrik trafia trochę kulą w płot, bo nawet wśród ekonomistów nigdy nie było w tej kwestii pełnej zgody. Zawsze przecież można było liczyć na krytyczne oceny takich osób, jak choćby Joseph Stiglitz czy sam Dani Rodrik.

Prawdą jest natomiast to, że w wielu krajach, w tym zwłaszcza tych najbardziej rozwiniętych, maleje poparcie dla globalizacji. Wyniki jednego z ostatnich badań światowej opinii publicznej pokazały, że aż połowa respondentów uważa, że globalizacja postępuje za szybko, a tylko jedna trzecia, że za wolno. Można to uznać za normalne zjawisko w sytuacji, gdy kończy się okres globalnej prosperity. Jest to też zgodne z tezą Paula Samuelsona, że trwały wzrost gospodarczy jest niezbędnym warunkiem utrzymania społecznego i politycznego poparcia dla globalizacji. Globalizacja nie jest lekiem na całe zło, ale nie jest też źródłem wszystkich nieszczęść, jakie się jej przypisuje. Jeśli wzrost gospodarczy w Afryce jest trzykrotnie szybszy niż w krajach rozwiniętych i znacząco zmniejszyła się w ostatnich latach liczba mieszkańców krajów rozwijających się żyjących w skrajnym ubóstwie, to można twierdzić, że po części jest to zasługą globalizacji.

Pozostało 57% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: GP
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.