Wybuch wulkanu Eyjafjallajoekull i będący jego następstwem chaos w Europie ujawnił bezradność europejskich rządów, ich niechęć do uzasadnienia podejmowanych decyzji oraz – w rezultacie – pewną słabość europejskiej demokracji.
Wybuch wulkanu należy do tych zjawisk, które w gruncie rzeczy są dosyć łatwe do przewidzenia. Jak się jednak wydaje, erupcja na Islandii kompletnie zaskoczyła europejskie rządy. Teoretycznie powinny one mieć opracowane plany postępowania w sytuacji kryzysowej. Tymczasem okazało się, że politycy i urzędnicy byli całkowicie nieprzygotowani. Nikt nie wiedział, co należy zrobić.
Problemem nie jest więc wybuch wulkanu i będąca jego skutkiem chmura pyłów, która sparaliżowała Europę. Problem tkwi w działaniach politycznych podjętych po erupcji, a jego istotą jest relacja – a właściwie jej brak – między elitami rządzącymi a zwykłymi ludźmi. Europejskie rządy zachowują się tak, jakby zasiadali w nich co najmniej święci, a nie w pełni wybieralni urzędnicy. Podejmują decyzje, co do których nie wiemy nawet, czy były uzasadnione, czy też nie. Działaniom urzędników brakuje przejrzystości.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.