Epokę ślepego euroentuzjazmu mamy za sobą. Weszliśmy do klubu, którego interesy często odbiegają od naszych. Podjęta siedem lat temu decyzja była konieczna z politycznego punktu widzenia, ale spowodowała też koszty, których nie przewidzieliśmy.
Problemy widać w rolnictwie. Dla władz w Warszawie jest już jasne, że pieniądze z Brukseli nie są wydawane w prawidłowy sposób. Aż 80 proc. nakładów idzie na dopłaty bezpośrednie, które w kraju o tak rozdrobnionej strukturze agrarnej jak nasza niczym nie różnią się od subwencji socjalnych. Dlatego w zeszłym miesiącu minister Marek Sawicki zawarł niespodziewany sojusz z Wielką Brytanią. Londyn od lat zwalcza sponsorowaną przez Francję Wspólną Politykę Rolną (CAP), z której Polska od początku członkostwa otrzymała już prawie 20 mld euro.
– Polska potrzebuje czegoś zupełnie innego: nakładów na modernizację produkcji, zakup sprzętu dla rolników, szkolenia zawodowe, rozwój infrastruktury. Innymi słowy: przygotowania wsi do konkurencji międzynarodowej – wskazuje „DGP” Hugo Brady, ekspert londyńskiego Center for European Reform (CER), który opracował projekt przebudowy unijnej polityki dla wsi.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.