Mamy więc w USA kolejną próbę wyjścia z „pełzającego” wzrostu poprzez działania mające rzekomo zwiększyć zatrudnienie. Łącznie 447 mld dol. Można jednak bez większego prawdopodobieństwa błędu przewidzieć, iż efekty będą znów bliskie zeru.
Argumentację zacznę od spraw najogólniejszych. Otóż najbardziej ogólną uwagą jest ta, że najlepiej zwiększa zatrudnienie – co za niespodzianka! – wzrost gospodarczy. Majstrowanie przy rynku pracy przynosi niewielkie i bynajmniej nie zawsze pozytywne efekty.
W okresie wielkiej mody na tzw. aktywną politykę zatrudnienia zrobiłem kiedyś dwa rankingi krajów zachodnich. Pierwszy z punktu widzenia tempa wzrostu PKB, drugi zaś z punktu widzenia skali wydatków na ową aktywną politykę. I nie było (dla mnie przynajmniej) niespodzianką, że na czele rankingu tempa wzrostu gospodarczego znalazły się kraje takie jak USA i Wielka Brytania, które były na szarym końcu rankingu pod względem relacji wydatków na aktywną politykę zatrudnienia do PKB. To wzrost gospodarczy tworzy przede wszystkim miejsca pracy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.