Wyprzedaż walut na rynku przez Jacka Rostowskiego rządzącego resortem finansów lekko wzmacnia złotego do euro. Ale jest sprzeczna z interesami szefa NBP Marka Belki, który walczy z inflacją – twierdzą ekonomiści.
Wczoraj pisaliśmy o tym, jak Ministerstwo Finansów, walcząc o wzmocnienie złotego, naraża go na ataki spekulacyjne oraz rozchwianie kursu. Okazuje się jednak, że to nie wszystko.
Wymiana walut na rynku utrudnia m.in. NBP zarządzanie tzw. nadpłynnością, czyli wysysanie pieniędzy z rynku, co jest jednym z podstawowych działań banku centralnego. Zbyt dużo pieniędzy w obiegu może prowadzić do wzrostu akcji kredytowej, co przekłada się na wyższą inflację. – Resort finansów, sprzedając waluty na rynku za pośrednictwem BGK, też zabiera z rynku złotego, a więc przyczynia się do zmniejszania narastania nadpłynności. Tyle że nie powstrzymuje samego procesu – mówi prof. Dariusz Filar, były członek RPP, członek Rady Gospodarczej przy premierze. Zmniejszanie nadpłynności jest tylko chwilowe, bo ministerstwo zaraz wydaje pozyskane złote na inwestycje współfinansowane z UE, a więc wypuszcza je na rynek. – Gdyby środki te były wymieniane w NBP, to bank trzymałby je na rezerwach walutowych, czyli ściągnął z rynku – wyjaśnia prof. Marian Noga, były członek RPP. W takiej sytuacji MF wymieniałoby waluty w NBP po kursie średnim banku, czyli niższym niż rynkowy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.