Budżet 2012 roku będzie wyjątkowy. Uchwalany po wyborach, w czasach zwalniającej gospodarki, przygotowany i w pełni kontrolowany – mimo wyborczej jesieni – przez nowy rząd.
Co więcej, pilnie przyglądać mu się będzie Bruksela. Warszawa zadeklarowała, że w 2012 roku deficyt sektora finansów publicznych zmaleje do 3 proc. PKB. Najważniejsze jednak jest to, jaką logikę konstruowania planu wydatków i dochodów kasy państwa obierze rząd. Czy będzie to dociskanie fiskalnej śruby z zamiataniem pod dywan zobowiązań państwa, czy próba szukania oszczędności bez sięgania do kieszeni podatników.
Pokusa pójścia na skróty jest wielka. Łatwe pieniądze są w zasięgu ręki. Dalsze cięcie składek OFE, wykorzystanie do dna Funduszu Rezerwy Demograficznej czy maksymalne ograniczenie wydatków Funduszu Pracy. To rezerwuary gotówki, którą łatwo można przejąć, ratując, przynajmniej na papierze, kondycję kasy państwa. Tyle że obniżenie składek do II filaru odbije się w przyszłości na gorszej kondycji ZUS, a już teraz na giełdzie, podobnie jak zabór pieniędzy z FRD. Z kolei cięcie FP pogorszy sytuację na rynku pracy. Rząd może też podnosić podatki albo ukryć wydatki – tak jak zrobił w 2009 roku z obligacjami Krajowego Funduszu Drogowego. Z kolei wyższy VAT dobija wzrost gospodarczy, obniżając konsumpcję.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.