Zachodnie sankcje są "niczym innym, jak ingerencją w sprawy wewnętrzne Rosji" - powiedział przedstawiciel Kremla na codziennym briefingu dla prasy. "Wszelkie podobne ograniczenia uznajemy za absolutnie nie do przyjęcia" - podkreślił. Ocenił, że stosunki Rosji z UE i USA są "w opłakanym stanie", a sankcje jeszcze bardziej szkodzą tym relacjom.

Pieskow zapowiedział, że Moskwa będzie działać na zasadzie wzajemności, "z której w stosunkach międzynarodowych nie można zrezygnować". Odpowiednie resorty przedstawią władzom Rosji projekt sankcji będących odpowiedzią na zachodnie restrykcje. "Uzgodnimy sankcje (...), zostaną one zatwierdzone, a następnie - ogłoszone i poinformujemy o nich naszych oponentów" - powiedział Pieskow.

Zarzuty pod adresem rosyjskich służb specjalnych o próbę otrucia opozycjonisty Aleksieja Nawalnego przedstawiciel Kremla określił jako bezpodstawne i "oburząjące". "Jeśli amerykańscy koledzy mają jakieś konkretne dowody, to powinni pewnie podzielić się z nami tymi dowodami, w celu ujawnienia okoliczności" - oświadczył Pieskow. Jeśli zaś - kontynuował - UE i USA "świadomie ukrywają posiadane dowody", to oznaczy, że "albo celowo ukrywają" kulisy wydarzeń wokół Nawalnego, albo "rozmyślnie czynią przeszkody w ustaleniu prawdy" - mówił rzecznik prezydenta Władimira Putina.

"Ogółem możemy tylko wyrazić ubolewanie, że nasi - w tym wypadku - oponenci uciekają się do takich metod, które mają absolutnie destrukcyjny wpływ na relacje dwustronne" - oświadczył Pieskow.

Resort finansów USA poinformował we wtorek o wpisaniu na listę sankcji siedmiu przedstawicieli władz Rosji. Na liście osób objętych zamrożeniem aktywów znaleźli się m.in. prokurator generalny Igor Krasnow, szef zarządu ds. polityki wewnętrznej administracji (kancelarii) prezydenta Rosji Andriej Jarin oraz wiceministrowie obrony Rosji: Aleksiej Kriworuczenko i Paweł Popow.

Tego samego dnia weszły w życie sankcje uzgodnione przez kraje UE w związku z próbą otrucia i uwięzieniem Nawalnego. Unia nie zdecydowała się przy tym na restrykcje wobec rosyjskich oligarchów, co postulowali współpracownicy Nawalnego.