Sobotnie referendum mocno dzieli Polaków na Islandii. „Czasy są trudne, samotność to nie jest dobre rozwiązanie”

Islandia
Polacy na wyspie zdecydują o historii kraju? Szef komisji ujawnia, jak niewiele brakujeShutterstock
19 minut temu

Już w tę sobotę Islandczycy odpowiedzą w referendum na kluczowe pytanie o wznowienie negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Głosowanie budzi skrajne emocje i mocno dzieli liczącą ponad 20 tysięcy osób polską mniejszość na wyspie. Wśród naszych rodaków mających islandzkie obywatelstwo starcierają się wizje geopolitycznego bezpieczeństwa z obawami o utratę kontroli nad islandzkim rybołówstwem oraz rolnictwem.

Polacy na Islandii podzieleni przed sobotnim referendum ws. negocjacji z UE

Katarzyna Kubiś, mieszkająca na Islandii od 18 lat, poprze w sobotnim referendum wznowienie negocjacji akcesyjnych z UE. Z kolei Witold Bogdański, żyjący na wyspie od 41 lat, zagłosuje przeciwko, obawiając się strat dla kraju. Pytanie referendalne mocno dzieli Polaków mieszkających na wyspie.

W sobotę 29 sierpnia Islandczycy odpowiedzą w referendum na pytanie, czy wznowić negocje akcesyjne z Unią Europejską. Rokowania zostały zawieszone w 2013 roku, ale nigdy formalnie ich nie zerwano. Za powrotem do stołu rozmów jest rządząca krajem koalicja trzech partii: socjaldemokratycznego Sojuszu (isl. Samfylkingin), liberalnego Odrodzenia (Viðreisn) oraz Partii Ludowej (Flokkur fólksins). Opozycja jest temu przeciwna. Społeczeństwo jest w tej kwestii podzielone niemal po połowie.

Wyniki sondaży przed głosowaniem: Wyścig na remis i 8 proc. niezdecydowanych

Według sondażu instytutu Maskína z połowy sierpnia „za” wznowieniem rokowań z UE opowiada się 53 proc. ankietowanych, a 47 proc. jest „przeciw”. Z badania Instytutu Gallupa wykonanego dwa tygodnie temu wynika, że minimalnie (50,1 proc.) wygrają zwolennicy rozmów z Unią. W islandzkiej debacie przed referendum najczęściej przywoływany jest inny sondaż Gallupa – wykonany 6 sierpnia na zlecenie obozu przeciwników rozmów z UE. Według tego badania za wznowieniem rokowań jest dokładnie tyle samo Islandczyków co przeciw – 46 proc. Niezdecydowanych pozostaje 8 proc.

Polacy są największą mniejszością narodową na wyspie. W kraju liczącym 402 tys. mieszkańców osiedliło się ponad 20 tys. naszych rodaków (stanowią oni ok. 6 proc. ludności). Szacuje się, że kilka tysięcy z nich ma islandzkie obywatelstwo, więc są uprawnieni do głosowania. PAP postanowiła sprawdzić, jak zagłosują Polacy i dlaczego? Rozmawialiśmy o tym ze Katarzyna Kubiś, zwolenniczką wznowienia rokowań z UE, i z Witoldem Bogdańskim, który jest przeciwnikiem powrotu Islandii do rozmów z UE.

Działaczka socjaldemokracji zapowiada głos na „tak”: „Musimy poznać warunki akcesji”

Katarzyna Kubiś, która w sobotę zagłosuje na „tak”, mieszka na Islandii od 18 lat - przyjechała na wyspę zaraz po maturze. Ma obywatelstwo islandzkie, z wykształcenia jest pedagogoliem specjalnym. Pracuje jako kierownik projektu w islandzkim Narodowym Stowarzyszeniu osób z Niepełnosprawnością Intelektualną. Działa w stowarzyszeniu osób głosujących w referendum na tak „Já til að sjá” („Tak, aby zobaczyć„). Bierze aktywny udział w życiu politycznym swej nowej ojczyzny. Związana jest socjaldemokratyczną partią Sojusz - startowała z listy tego ugrupowania w wyborach samorządowych do Rady Miejskiej w Rejkiawiku.

W rozmowie z PAP Kubiś przyznała, że w jej otoczeniu przeważają ludzie, którzy będą głosowali za powrotem do negocjacji. - Uważam, że powinniśmy poznać warunki akcesji zanim o niej zadecydujemy w kolejnym referendum. Jeśli nie zakończymy rokowań, to nie będziemy wiedzieli, co jest stawką akcesji. Jestem na „tak”, bo sama pochodzę z kraju, który skorzystał na członkostwie w UE - powiedziała.

W opinii zwolenniczki „Tak ,aby zobaczyć” na ostatniej prostej kampanii przeciwnicy powrotu do rozmów stali się głośniejsi. - Argumentują, że Islandia nie jest na sprzedaż i że z powodu swojej wyjątkowości nie powinna dołączać do UE - wyjaśniła. Przyznała jednocześnie, że Islandia jest owszem małym krajem o specyficznej gospodarce, opierającej się na rybołówstwie i turystyce. Debata koncentruje się głównie na islandzkich dobrach narodowych - przeciwnicy integracji uważają, że nie należy się nimi dzielić z UE.

Geopolityka i prawa społeczne. Dlaczego samotność to zły pomysł?

Do głosowania na „tak” skłania naszą rozmówczynię sytuacja geopolityczna. - Czasy są trudne, więc byłoby lepiej, gdyby Islandia siedziała przy unijnym stole i miała wpływ na decyzję UE. Samotność to nie jest dobre rozwiązanie. Tam mały wyspiarski kraj może paść łupem któregoś z wielkich drapieżników. Chodzi mi Trumpa, który na początku roku groził zajęciem Grenlandii – oceniła. Zastrzegła, że do głosowania na „tak” skłania ją nie tylko sytuacja geopolityczna. - Przystąpienie do UE miałoby dobry wpływ na regulacje związane z prawami osób z niepełnosprawnością oraz ich rodzin - podkreśliła.

W opinii Kubiś kilka dni przed referendum emocje sięgają zenitu. - Ludzie się nakręcają. Kampania wyborcza nabrała rozpędu. Na ulicach jest mnóstwo plakatów. Wszędzie ulotki. Oba obozy starają się zyskać głosy nieprzekonanych. Ludzie masowo deklarują swe preferencje w mediach społecznościowych – relacjonowała. Zwolenniczka głosowania na „tak” rozumie koronny argument przeciwników powrotu do negocjacji, choć nie wpływa to na jej decyzję.

Rybołówstwo osią islandzkiej debaty: Filar gospodarki i groźba unijnych limitów

Niechętni rokowaniom obawiają się, że Islandia będzie musiała dzielić się łowiskami i oddać Unii sporą część naszych zasobów. - Przyszłość rybołówstwa jest najgorętszym z tematów przed głosowaniem. Znam rybaków, sama zaczynałam w Islandii od pracy w przetwórni ryb. Na wyspie utrzymuje się z tego mnóstwo ludzi, nie tylko ci co łowią, ale mechanicy okrętowi, pracownicy stoczni remontowych, firmy zajmujące się eksportem ryb. itd. – wyliczała w rozmowie z PAP.

O tym, że rybołówstwo i przetwórstwo ryb to bardzo ważne sektory islandzkiej gospodarki wytwarzające 7-8 proc. PKB, mówił niedawno w rozmowie z PAP Paweł Baroszek, szef Komisji Spraw Zagranicznych parlamentu Islandii (isl. Alþingi).

Mieszkający od 1988 roku na wyspie polityk podkreślił, że ryby i przetwory rybne to filar islandzkiego eksportu, generujący 2 miliardy dolarów rocznie. Z połowu i przetwórstwa ryb żyją ludzie w całym kraju. Islandia to rybacka potęga – wyławia rocznie ok. 1,4 mln ton ryb. Kolejnych 54 mln ton pochodzi z hodowli. Wejście kraju do UE i objęcie Wspólną Polityką Rybołówstwa Unii wymagałoby poddania jej łowisk unijnym limitom i zasadom (m.in. wspólnotowemu ustalaniu kwot połowowych), co Islandczycy uznają za zagrożenie dla swojej głównej gałęzi gospodarki.

Według Kubiś nie wszyscy Polacy z islandzkim obywatelstwem pójdą głosować, a ci którzy zamierzają to zrobić, są podzieleni. - Z moich rozmów i obserwacji mediów społecznościowych wynika, że wśród tych, co wezmą udział w referendum jest mniej więcej tyle samo przeciwników co zwolenników negocjacji.

Co ciekawe najgłośniej krzyczą ci Polacy, którzy nie mogą głosować, bo są tylko rezydentami - zaznaczyła.

Działacz Polonii zagłosuje przeciwko: Obawy o rybołówstwo i rolnictwo

Przeciwnicy powrotu do rozmów z UE stowarzyszeni są w organizacji Áfram Ísland („Naprzód Islandio”). Wśród jej sympatyków jest Witold Bogdański, działacz polonijny, kustosz pamięci statku „Wigry”, który zatonął u wybrzeży Islandii w styczniu 1942 roku i licencjonowany przewodnik. W 2018 roku był wiceradnym Rejkjawiku z ramienia eurosceptycznej Partii Niepodległości. Na Islandię przypłynął w maju 1985 roku na kontrakt do firmy żeglugowej. – Wówczas byłem bodaj 73 Polakiem zarejestrowanym w tym kraju. Dwuletni kontrakt zmienił się w 41 lat życia na Islandii – zwierzył się w rozmowie z PAP.

Bogdański zapuścił w Islandii korzenie, więc jej przyszłość jest dla niego bardzo ważna. Jego druga żona jest Polką. Mają dwoje dzieci - 10 i 12 lat. Z poprzedniego związku, z Islandką, ma dwoje dorosłych dzieci (i pięcioro wnucząt). O sobie mówi - moje serce bije zarówno dla Polski, jak dla Islandii, więc w sobotę zagłosuję na „nie“.

Zapytany, dlaczego, odpowiedział: - Jestem przeciwko powrotowi do negocjacji z UE nie dlatego, że należę do partii, która sprzeciwia się akcesji Islandii. Uważam, że Islandia jest w innej sytuacji niż Polska i wejście do Unii nie będzie dla niej korzystne. Po pierwsze wiązałoby się z koniecznością otwarcia naszych stref połowowych dla kutrów z UE. Po drugie pogorszyłoby sytuację rodzimego rolnictwa, które nie wytrzymałoby unijnej konkurencji. Po prostu nie wierzę w to, że Islandia będzie w stanie wynegocjować w tych dziedzinach korzystne dla siebie warunki. Według Bogdańskiego Islandia prowadzi bardzo mądrą politykę połowową, a otwarcie się na kutry z UE mogłoby doprowadzić do przełowienia jej wód.

Rozbicie demograficzne i geograficzne głosujących: Wszystko zależy od niezdecydowanych

Nasz rozmówca przyznał, że rybołówstwo nie jest już tak ważne gospodarczo, jak kiedyś, ale jeśli chodzi o islandzką gospodarkę, pozostaje wciąż jednym z jej filarów. Działacz Partii Niepodległości powiedział, że badania sondażowe wykazują wyraźne podziały.

Prowincja jest przeciwna rozpoczęciu negocjacji, a Reykjavik jest w większości „za”. Najmłodsze i najstarsze grupy wiekowe są na „nie”. Ludzie lepiej wykształceni będą głosowali na „tak”, a osoby z niższym wykształceniem na „nie”. Sondaże jednak są tak wyrównane, że wszystko jest możliwe. Bogdański opowiedział jak to niedawno na rozpoczęciu roku szkolnego spotkał się z polskimi znajomymi uprawnionymi do głosowania.

– Rozmawialiśmy o referendum. Mój kolega z podwójnym obywatelstwem przyznał, że jako Polak jest już w UE, a jako Islandczyk zagłosuje przeciw negocjacjom. Kieruje się tymi samymi obawami co ja. Nasz rozmówca podkreślił, że nikt dokładnie nie wie, ilu Polaków na wyspie ma islandzkie obywatelstwo, bo rządowe statystyki tego nie ujmują. - Kiedy dostajesz islandzki paszport, lądujesz w grupie statystycznej „Islandczycy urodzeni za granicą”. Szacujemy, że jest nas 4-4,5 tysiąca, ale nie wszyscy to osoby pełnoletnie - powiedział.

Zapytany o prognozę wyników, ocenił, że „biorąc pod uwagę, że jest tak dużo niezdecydowanych, a badania sondażowe wykazują tak niewielkie różnice, wszystko jest możliwe”. - W sobotę wieczór będziemy wszyscy siedzieli przy telewizorach, śledząc spływające wyniki. Eksperci, nawet ci z dużym doświadczeniem, nie ryzykują i nie przedstawiają prognoz. Mam kryształową kulę i uważam, że 52,9 proc. zagłosuje przeciw powrotowi do rozmów – zażartował.

Źródło: PAP
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381542mega.png

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.