Spotkanie głów państw w połowie września będzie okazją do przemyślenia wizji Europy po Brexicie. Politycy zaczynają rozmowy już teraz, czego przykładem jest europejskie tournée Angeli Merkel i Donalda Tuska.
Reklama
Szczyt w Bratysławie odbędzie się 16 września i będzie miał charakter nieformalny. Spotkają się na nim przywódcy nie 28, ale 27 państw unijnych państw. To już drugi raz, kiedy europejscy liderzy będą rozmawiać bez Wielkiej Brytanii – do pierwszego spotkania w mniejszym gronie doszło 29 czerwca, sześć dni po referendum na Wyspach.
Tym razem jednak politycy spotkają się i będą mogli porozmawiać o przyszłości kontynentu. A jest o czym, bo Brexit odwrócił uwagę od innych, trapiących Europę problemów, w tym o niemożności wyciągnięcia gospodarki Starego Kontynentu z marazmu, a także o wyzwaniach w zakresie bezpieczeństwa. Europejscy liderzy będą chcieli przy tym pokazać, że mimo dzielących ich różnic są w stanie się porozumieć. Do tego jednak potrzebne są szeroko zakrojone konsultacje, prowadzone właśnie przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel i przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.
Kanclerz zaczęła od środowej wizyty w Estonii. W czwartek Merkel przebywała w Pradze. W piątek spotkała się z liderami państw Grupy Wyszehradzkiej, m.in. z Beatą Szydło. Tego samego dnia wieczorem odbyła jeszcze spotkanie z szefami rządów Danii, Finlandii, Holandii i Szwecji. Tournée zakończyło sobotnie spotkanie z politykami z Austrii, Słowenii, Bułgarii i Chorwacji. Donald Tusk z kolei zamierza porozmawiać ze wszystkimi europejskimi liderami. W środę spotka się z premierem Belgii Charles’em Michelem i prezydentem Francji François Hollandem. W czwartek z premierem Luksemburga Xavierem Bettelem, a w piątek z premierem Słowacji Robertem Ficą.
Kanclerz swoim tournée chce zatrzeć fatalne wrażenie, jakie pozostawiła reakcją na kryzys migracyjny. Berlin nie tylko nie skonsultował z innymi stolicami polityki drzwi otwartych, ale też doprowadził do podpisania umowy z Turcją akurat w momencie, kiedy prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana zaczęto oskarżać o zapędy autorytarne. Kluczowe dla Merkel jest więc przekonanie innych polityków, że jest otwarta na ich opinie. Kanclerz potrzebuje tego dialogu także na użytek wewnętrzny, aby europejska polityka Niemiec zaczęła bardziej przypominać mądre przywództwo, a mniej doraźne gaszenie pożarów.
Lista wyzwań, przed którymi stoją unijni przywódcy, wcale się nie skraca. Fakt, że w ostatnich miesiącach napływ imigrantów z Turcji wyraźnie się zmniejszył, a do Włoch nie płyną oni w aż takich ilościach, jak się obawiano, nie oznacza, iż kryzys imigracyjny został zażegnany. Przeciwnie – wciąż jest on wyzwaniem numer jeden. Po pierwsze dlatego, że wobec trudnych relacji z Turcją nie ma żadnej pewności, czy nie zerwie ona podpisanej wiosną umowy o odsyłaniu imigrantów, a po drugie – główna przyczyna fali migracyjnej, czyli wojna domowa w Syrii, trwa nadal i nie wygląda, by zanosiło się na jakiś przełom. Podobnie jak nie wygląda, by bliżej było do wypracowania unijnego porozumienia w kwestii polityki migracyjnej.
Wyzwaniem równie ważnym jest Rosja, która ani myśli rezygnować z prowokacji i testowania unijnej solidarności, czego przykładem są rozpoczęte w zeszłym tygodniu manewry przy jej zachodnich granicach. W tej kwestii linie podziału rozkładają się jednak inaczej niż przy dyskusjach o migracji. Zgody nie ma nawet w Grupie Wyszehradzkiej, gdzie w zasadzie tylko Polska jest zwolennikiem twardego kursu i utrzymywania sankcji wobec Rosji. Znamienne, że tuż przed piątkowym szczytem V4 i Niemiec w Warszawie słowacki premier Fico pojechał do Moskwy, gdzie opowiedział się za zniesieniem restrykcji. W kwestii bezpieczeństwa możemy więcej usłyszeć o pomyśle europejskich sił zbrojnych, do których przekonali się ostatnio nawet liderzy Czech i Węgier (mówili o tym m.in. po piątkowym spotkaniu z Merkel w Warszawie).
Trzecim wyzwaniem jest gospodarka. Kryzys grecki zszedł z pola widzenia, ale został on raczej odsunięty w czasie niż zażegnany, zwłaszcza że – jak donoszą greckie media – premier Aleksis Tsipras chce wykorzystać spotkanie w Bratysławie do forsowania planu redukcji greckiego zadłużenia, na co niektóre kraje, jak Holandia i Finlandia, reagują alergicznie. Oprócz Grecji problemem jest chronicznie niewielki wzrost gospodarczy i wiążące się z tym wysokie bezrobocie, które w niektórych krajach przyczyniają się do spadku zaufania do władz i szukania rozwiązań u populistów (przykładem jest choćby Francja).
Wyzwań może być jeszcze więcej, bo mimo sondażowego prowadzenia Hillary Clinton nie ma pewności, że wyborów w USA nie wygra Donald Trump. A z europejskiego punktu widzenia byłoby to podwójnie niebezpieczne – z racji jego prorosyjskich wypowiedzi oraz kwestionowania zasadności amerykańskiego zaangażowania w NATO. Wiedząc, jak niewiele państw Sojuszu wypełnia zobowiązanie, by przeznaczać na obronność przynajmniej 2 proc. PKB (robi tak pięć spośród 28 członków), trudno odmówić twierdzeniom Trumpa, że Europa traktuje USA jako jednostronną polisę bezpieczeństwa, pewnej słuszności. Niemniej za kilka miesięcy możemy się znaleźć w sytuacji, gdy wobec coraz bardziej agresywnej Rosji nie będzie pewności, czy możemy liczyć na USA. Dobrze by było, gdyby na ten temat przywódcy europejscy zaczęli rozmawiać wcześniej niż 9 listopada, czyli dzień po wyborach w USA.