Kapitan Tadeusz Stopczyk, zasłużony funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, mówi w pewnej chwili tak: „Dzisiaj puszczamy z dymem całą naszą pieprzoną przeszłość”.
Chociaż kapitan jest postacią fikcyjną z kultowego filmu „Psy” Władysława Pasikowskiego, to palenie akt SB i MSW na wysypiskach śmieci na masową skalę rzeczywiście miało miejsce w 1989 i 1990 r. Problem w tym, że „cała przeszłość” wcale nie zamieniła się w popiół. Przeciwnie – wciąż wypada jak trup z wielu szaf. Dwa dni temu wypadła z hukiem z szafy gen. Czesława Kiszczaka, niegdyś dzierżącego w ręku władzę najpotężniejszą – władzę aparatu komunistycznego bezpieczeństwa. Żona tego nieżyjącego komunisty zaoferowała IPN sprzedaż za 90 tys. zł tajnych materiałów z lat 70., związanych z TW Bolkiem, czyli, jak uważa większość historyków, Lechem Wałęsą. Tak będzie w Polsce zawsze. To ubecki triumf zza grobu. A winę ponosimy wszyscy. Zabrakło nam konsekwencji w walce o prawdę, gdy był na to czas – w 1989 r. Ulegliśmy podszeptom przeciwników lustracji, to teraz mamy, co mamy.
Profesor Sławomir Cenckiewicz, były historyk IPN, dzisiaj szef Centralnego Archiwum Wojskowego, wielokrotnie podkreślał, że podobne trupy będą wypadać z polskich szaf jeszcze przez wiele lat, bo akta nieujawnione, gdy był na to czas, znajdują się w nielegalnych prywatnych kolekcjach, a każdorazowe ich użycie będzie wywoływać wielkie polityczne turbulencje. Nie działoby się tak, gdyby 27 lat temu zdecydowano się na nazwanie publicznie z imienia i nazwiska zła złem, a dobra dobrem, czyli na lustrację, która gangrenę podejrzeń i rządów SB zza grobu historii mogłaby definitywnie usunąć już w pierwszych latach wolnej Polski. Politycy mający wtedy monopol na prawdę powoływali się na fatalnie pojmowaną odpowiedzialność za państwo i chęć uniknięcia rewolucji (gdyby rzeczywiście miało do niej dojść, Polacy i tak wcześniej powiesiliby na ulicznych latarniach i Jaruzelskiego, i Kiszczaka). Zawłaszczyli mentalność większości Polaków, wmawiając im, że świat nie był za komuny czarno-biały, ale szary, także w aspekcie ludzkich wyborów, decyzji i słabości wykorzystywanych przez SB do łamania karier i zdrowia tych, którzy mieli odwagę chodzić prosto i z podniesioną głową. Oczywiście – świat był szary, ale prawda zawsze jest jedna. Nie chodziło przecież o to, by wszystkich, których SB ostatecznie namówiła do współpracy, potem publicznie ukamienować. Przeciwnie – należało zapomnieć i wybaczyć. Ale w żadnym razie nie udawać, że bycie tajnym współpracownikiem SB i branie pieniędzy za podkładanie świń kolegom, współpracownikom czy przełożonym bądź podwładnym nie miało znaczenia. Być może w relatywnym świecie ludzi bez zasad nie miało. Kto miał honor, nawet jeśli go złamano, potrafił po latach sam przyznać się, że uległ. To wymagało większej odwagi i siły charakteru niż stawianie się ubecji, często przecież szantażującej opozycjonistów rozpędzoną ciężarówką, która nie zdąży wyhamować przed przejściem, którym ze szkoły wraca ich jedyne dziecko.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.