Ateny muszą się przygotować na możliwe zamknięcie granic przez sąsiednie kraje europejskie - oświadczył wicepremier Grecji Janis Dragasakis. Dodał, że w takim przypadku jego kraj musiałby przez kilka miesięcy gościć pięćdziesiąt - sześćdziesiąt tysięcy migrantów.

Wicepremier Grecji podkreślił, że wszystko zależy od tego, jak zachowa się Turcja: czy wywiąże się ze swoich zobowiązań i zatrzyma przepływ migrantów. Przedstawiciel rządu zaznaczył, że skoro jest to niezależne od Grecji, społeczeństwo tego kraju musi przygotować się na każdą ewentualność, nawet zamknięcie granic.

Tymczasem do greckiego wybrzeża nie przestają przypływać łodzie z migrantami. Ich ilość zależy od pogody, ale też - jak mówi grecka straż przybrzeżna - od nieznanych przyczyn. To przemytnicy decydują o tym, ile pontonów z uchodźcami wyślą w morze i to w ich rękach znajduje się zarządzanie kryzysem migracyjnym - twierdzą władze greckiej wyspy Lesbos, gdzie dopływa najwięcej migrantów. Na tureckim brzegu jest około trzech milionów migrantów, którzy czekają na przepłynięcie Morza Egejskiego.

Reklama