Wybory samorządowe na Ukrainie: Nikt nie wygrał ani nikt nie przegrał

Ukraina mapa
Ukraina mapaShutterStock
28 października 2015

Wybory pokazały, jak niewiele zmieniła się polityka od czasów Majdanu. Po niedzielnych wyborach lokalnych na Ukrainie żadna z partii nie może być w pełni zadowolona, ale też żadna nie może mówić o wielkiej porażce.

Podczas głosowania panował chaos, karty wyborcze roiły się od błędów, przez co w kilku miastach – np. w Mariupolu – trzeba je było odwołać, ale według obserwatorów były one uczciwsze niż w czasach Janukowycza.

Ostatecznych rezultatów brak, ale pierwsze wnioski można wyciągnąć na podstawie wyników exit polls oraz przeprowadzanego przez partie i ekspertów równoległego liczenia głosów, czyli zbierania na własną rękę danych z protokołów komisji obwodowych. Względne zwycięstwo odniosła Solidarność Petra Poroszenki, która w skali kraju zdobyła 1/5 głosów, wyprzedzając Batkiwszczynę Julii Tymoszenko, partnera koalicyjnego, ale i groźnego konkurenta.

Nie udał się rewanż pogrobowcom po Partii Regionów, która w poprzednich wyborach lokalnych, przeprowadzonych w 2010 r. za rządów Wiktora Janukowycza, zdeklasowała konkurentów na całym południowym wschodzie Ukrainy. Tym razem Blok Opozycyjny (OB) – bo pod taką nazwą działają dawni regionałowie – zdołał wygrać najpewniej jedynie w kontrolowanej przez Ukrainę części obwodów donieckiego i ługańskiego oraz w obwodzie mikołajowskim.

Nie oznacza to jednak, że eksregionałów nie dało się znaleźć na innych listach. Część startowała po prostu z Solidarności, co wywołało oburzenie bardziej pryncypialnej części sił prozachodnich. Inni zaangażowali się w nowe projekty, takie jak wspierany przez administrację Poroszenki (by odbierać głosy OB) Nasz Kraj czy finansowane przez rywala prezydenta Ihora Kołomojskiego Odrodzenie. W tym ostatnim odnalazł się mer Charkowa Hennadij Kernes, jeden z niewielu liderów wielkich miast, którzy wygrali reelekcję już w pierwszej turze.

W zasadach prowadzenia polityki niewiele się zmieniło, o czym świadczy to, że Kołomojski poza umiarkowanie prorosyjskim Odrodzeniem wsparł też radykalnie antyrosyjskie Ukraińskie Zjednoczenie Patriotów (UkrOP), skupiające część osób związanych z batalionami ochotniczymi walczącymi w Zagłębiu Donieckim. Oba ugrupowania podkopują pozycję Poroszenki, tyle że czynią to z przeciwstawnych pozycji. Według wstępnych informacji Odrodzenie wygrało w Charkowie, zaś UkrOP w macierzystym dla Kołomojskiego obwodzie dniepropetrowskim.

O rozczarowaniu może za to mówić ekipa gubernatora obwodu odeskiego Micheila Saakaszwilego. Jego doradca Sasza Borowyk w wyborach mera przekonał do siebie 25 proc. wyborców, co jak na Odessę jest niezłym rezultatem, ale nie zapobiegającym rozstrzygnięciu w pierwszej turze, którą z wynikiem 52 proc. wygrał urzędujący mer, eksregionał Hennadij Truchanow. Także w wyborach do odeskiej rady miejskiej lokalna partia Truchanowa pokonała Solidarność, której kościec w Odessie stanowią ludzie Saakaszwilego, stosunkiem 33:17.

Dla byłego prezydenta Gruzji, którego ludzie przedstawiają się jako zwolennicy radykalnych, wolnorynkowych reform, to o tyle kiepski wynik, że dopiero wejście do drugiej tury Borowyka byłoby silnym argumentem, by spróbować przejść na poziom ogólnokrajowy i zawalczyć np. o fotel premiera dla Saakaszwilego. Zwłaszcza że pozycje obecnego szefa rządu Arsenija Jaceniuka osłabły tak mocno, że jego Front Ludowy nie zaryzykował nawet startu w wyborach, popierając ugrupowanie Poroszenki.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.