Flis: Kiełbasa wyborcza zrobiona z kiepskiego mięsa

Jarosław Flis
Jarosław FlisMedia / Archiwum prywatne
25 sierpnia 2015

Od strony politycznej demokracja polega przede wszystkim na tym, by przypodobać się wyborcom. Zmiany kluczowe, często diametralnie zmieniające przepisy czy ład w społeczeństwie, nieodłącznie wiążą się z kampanią wyborczą. Także w demokracjach zachodnich. Przykład płynie z Ameryki, gdzie za każdym razem, gdy tylko zbliża się głosowanie, kongresmeni wpisują do ustaw poprawki, które w jakiś sposób mogą wpłynąć na ich wizerunek w konkretnym okręgu. U nas nazywa się to kiełbasą wyborczą.

To, co dzieje się w środowisku politycznym, porównałbym do wiosennego przesilenia skutkującego częstszymi przeziębieniami. To choroba demokracji, której unika niewielu. Gdy już się pojawi, trudno całkowicie ją wyleczyć. Można jednak leczyć objawy i przejść ją bez większego uszczerbku na zdrowiu. Nie na tym polega zatem problem z polityczną zawieruchą wokół referendum. Kłopoty zaczynają się, gdy przy sporządzaniu wyborczej kiełbasy politykom zaczyna brakować zdrowego rozsądku. Pytania tworzone w pośpiechu, na kolanie, bez rzetelnych konsultacji zamiast rozwiązywać jedne problemy, generują kolejne.

Praktycznie każde z pytań, które pojawia się w kontekście narodowego głosowania, mogłoby, a nawet powinno być skonstruowane lepiej, o ile w ogóle powinno się je postawić. W debacie na temat referendum zapomnieliśmy bowiem, czego tak naprawdę powinno dotyczyć to głosowanie i w jakich sprawach należałoby je przeprowadzać. Kluczowe jest rozstrzygnięcie realnego sporu, opartego na głębokim podziale społeczeństwa. Referendum nie powinno przyklepywać oczywistej decyzji. Po drugie – referendum powinno rozstrzygać sprawy dotyczące wszystkich obywateli lub przynajmniej zdecydowanej większości społeczeństwa. Źle się dzieje, gdy o wąskiej grupie będzie decydowała większość, która z problemem ma niewiele wspólnego – czego przykładem jest sprawa sześciolatków w szkołach. Po trzecie wynik referendum musi być jednoznaczny i zero-jedynkowy. Nie może tworzyć kolejnego pola do popisu dla interpretacji. Modelowym przykładem pytania zero-jedynkowego jest przyjęcie euro. Nie ma tutaj opcji, że większość Polaków powie tak, a w kilku województwach wciąż będziemy płacili złotówkami. Wreszcie po czwarte – pytanie musi być zadane w taki sposób, by obie strony zgodnie stwierdziły... że jest zadane właściwie.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png