Od strony politycznej demokracja polega przede wszystkim na tym, by przypodobać się wyborcom. Zmiany kluczowe, często diametralnie zmieniające przepisy czy ład w społeczeństwie, nieodłącznie wiążą się z kampanią wyborczą. Także w demokracjach zachodnich. Przykład płynie z Ameryki, gdzie za każdym razem, gdy tylko zbliża się głosowanie, kongresmeni wpisują do ustaw poprawki, które w jakiś sposób mogą wpłynąć na ich wizerunek w konkretnym okręgu. U nas nazywa się to kiełbasą wyborczą.
To, co dzieje się w środowisku politycznym, porównałbym do wiosennego przesilenia skutkującego częstszymi przeziębieniami. To choroba demokracji, której unika niewielu. Gdy już się pojawi, trudno całkowicie ją wyleczyć. Można jednak leczyć objawy i przejść ją bez większego uszczerbku na zdrowiu. Nie na tym polega zatem problem z polityczną zawieruchą wokół referendum. Kłopoty zaczynają się, gdy przy sporządzaniu wyborczej kiełbasy politykom zaczyna brakować zdrowego rozsądku. Pytania tworzone w pośpiechu, na kolanie, bez rzetelnych konsultacji zamiast rozwiązywać jedne problemy, generują kolejne.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
