Ach, Manhattan! Cudowny Manhattan, upstrzone żółtymi taksówkami mrowisko, z pozoru chaotyczne, w rzeczywistości niezwykle uporządkowane. Pod ziemią metro nie przestaje słuchać rozkładu jazdy, śmigając po wydrążonych w skale tunelach, na niebie piloci samolotów grzecznie ustawiają się w kolejce, by uniknąć rynsztokowych bluzgów słynnych kontrolerów lotu z JFK. Na ziemi ludność Nowego Jorku posortowała się karnie według majętności. Podaj mi swój adres (i odległość w jardach od Central Parku), a powiem ci, ile masz na koncie. Upper East Side? Potrzebny będzie awaryjny zapas zer.

Wydana niedawno książka Wednesday Martin „Primates of Park Avenue” („Naczelne z  Park Avenue”) to autobiograficzna kronika życia wśród matek z Upper East Side właśnie. Książka nie jest dobra. To kolejne dziecko trendu, który zbyt dosłownie traktuje skądinąd dobrą radę z kursów pisania, by pisać o tym, co znamy z autopsji (z serii: „jadłam budyń przez siedemnaście dni i mam pewne przemyślenia na temat życia” czy „żyłam w stadzie bezpańskich psów przez pół roku i mam pewne przemyślenia na temat życia”). Ale na co komu jakość, gdy w gratisie z  lipą dostajemy skandal. Martin, pisząc w konwencji antropologa obserwatora, zdradza bowiem liczne soczyste tajemnice plemienia najbogatszych kur domowych świata. Na przykład tę o „bonusie żony”.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.