Lewestam: Bez, czyli walka z przemijaniem

3 lipca 2015

Dobrze, że nadeszło lato, bo to znaczy, że na dobre skończyła się wiosna — a wiosna jest dla mnie najtrudniejszą emocjonalnie porą roku. Głównie ze względu na bez, który wówczas się pojawia.

 Występuje w postaci ciężkich kiści, pachnie upojnie, fajnie się go dotyka i w ogóle sprawia wrażenie absolutnej obfitości, zupełnie jakby projektant bzu nie przejmował się klimatem, za nic miał ograniczenia materiałowe i chciał sprawić na gościach wrażenie złotego przepychu. W bzie chce się gmerać, wąchać go, miziać; na punkcie bzu się bzikuje, bzem chciałoby się ubzdryngolić. Ale jego podaż jest okrutnie ograniczona w czasie. Kwitnie może tydzień, czasem jeszcze krócej. Pyk! — i nie ma, wystarczy jakaś burza czy wiatr. Nigdy się nie zdąży go wytargać i wymiziać, nigdy się nie uda nim nawąchać, zawsze zostaje człowiek z pustką w sercu, nieodmiennie tragicznie niedobziony.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.