Dzieci odgrywają coraz większą rolę w programach politycznych. Główny powód to zaczynający się na naszych oczach kryzys demograficzny. Przedstawiciele partii dwoją się i troją, by zatrzymać spadającą liczbę porodów
Narodową debatę wywołały choćby kwestia wysyłania sześciolatków do pierwszych klas czy becikowe jako sposób na zachętę do rodzenia. Dzieci i ich los to też te tematy, których chwytają się politycy, szukając jak najwyższego poparcia.
Becikowe. To jeden z najbardziej upolitycznionych pomysłów polityki prorodzinnej, ale zarazem początek jej rozwoju. W programie miała go Liga Polskich Rodzin. W zamian za poparcie rządu Kazimierza Marcinkiewicza PiS włączył go do katalogu swoich działań. W pierwotnej wersji, która weszła w życie w 2006 r., rodzice mogli otrzymać 1000 zł za każde urodzone dziecko. Ponieważ jednak pomysł krytykowano za to, że zasiłek otrzymuje się bez względu na status materialny, w 2012 r. rząd Donalda Tuska wprowadził kryterium dochodowe – 1922 zł na osobę w rodzinie, powyżej którego takie świadczenie się nie należy. Becikowe oznaczało zmianę trendu w polityce prorodzinnej. Wcześniej rząd SLD, który objął władzę w 2001 r., w momencie hamowania gospodarki musiał dokonywać cięć, m.in. skracając urlopy macierzyńskie. Od becikowego zaczęła się kumulacja rozwiązań mających spowodować zwiększenie liczby urodzeń.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.