Nadzwyczajne zagrożenia wymagają podjęcia nadzwyczajnych działań, uznali przywódcy Ligi Arabskiej i na niedzielnym szczycie postanowili zmaterializować funkcjonujący od mniej więcej 50 lat pomysł, by stworzyć wspólne siły zbrojne tej organizacji.
Tym, co skłoniło arabskich polityków do takiego kroku, jest oczywiście ekspansja Państwa Islamskiego, które nie dość, że kontroluje połowę Syrii i Iraku, to jeszcze zdobywa przyczółki w Libii i Jemenie. Islamskich radykałów – oraz innych przyszłych wrogów – mają zwalczać elitarne oddziały liczące 40 tys. żołnierzy, mające do dyspozycji m.in. samoloty, okręty i lekką artylerię.
Zagrożenie, owszem, jest prawdziwe i wspólne, ale pomysł utworzenia jednej armii pod sztandarem Ligi jest – delikatnie mówiąc – mało realny. Z pomysłem powołania armii Unii Europejskiej wyskoczył niedawno szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, choć nie sprecyzował, jak taka armia miałaby funkcjonować – kto miałby za nią płacić, kto nią dowodzić i decydować o jej użyciu. Oraz co zrobić, gdy poszczególne państwa mają inne zdanie w tej ostatniej kwestii – choć przecież Unia teoretycznie prowadzi wspólną politykę zagraniczną. W przypadku Ligi Arabskiej uzgodnienie takich kwestii jest już jakąś fantastyką. Liga Arabska wspólnej polityki zagranicznej nie prowadzi i nawet nie ma na razie takich ambicji, więc zanim np. Irak, który walczy z Państwem Islamskim, i Katar, który ponoć nieformalnie je wspiera uzgodnią, czy użyć wojska Ligi, dżihadyści prędzej sami tę armię zaatakują. Fakt, że o utworzeniu takiej armii mówiło się od pół wieku, powinien arabskim przywódcom dać wiele do myślenia.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.