Afgańczyk, którego samochód stanął w środę w płomieniach na brytyjskim lotnisku wojskowym na południu Afganistanu w czasie lądowania ministra obrony USA Leona Panetty, miał zaatakować amerykańskich żołnierzy mających się z nim spotkać.
Poinformował o tym w czwartek anonimowy przedstawiciel armii USA.
Jak podało amerykańskie wojsko, niedoszły zamachowiec zmarł w czwartek wskutek poparzeń ciała; w samochodzie, którym jechał, nie znaleziono ani broni, ani materiałów wybuchowych.
Dzień wcześniej rzecznik Pentagonu kapitan John Kirby powiedział, że do miejsca, w którym na lotnisku w bazie lotniczej Camp Bastion w prowincji Helmand miał się zatrzymać samolot Panetty, z dużą prędkością podjechała furgonetka. Według niego nic nie wskazywało, aby kierowca usiłował dokonać zamachu.
Mężczyzna wjechał do rowu na lotnisku i furgonetka przewożąca benzynę stanęła w płomieniach. Samochód był kradziony.
Ministrowi Panetcie, ani towarzyszącym mu osobom nic się nie stało.
- Talibowie będą obcinać głowy żołnierzom USA za masakrę w Kandaharze
- Żołnierzowi, który zabił 16 afgańskich cywilów może grozić kara śmierci
- "NYT" o szczegółach ataku żołnierza USA na afgańskich cywilów
- Sprawca masakry w Afganistanie został wywieziony do Kuwejtu
- Atak na delegację rządową w miejscu masakry w Afganistanie
- Amerykański żołnierz ostrzelał cywilów. Nawet 16 Afgańczyków zginęło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu