Jarosław Kaczyński poinformował we wtorek, że pójdzie na powyborcze konsultacje do prezydenta. Zapowiedział również, że nie zrezygnuje z funkcji szefa PiS oraz że jego formacja w Sejmie będzie "całkowicie ignorować" Ruch Palikota



Prezes PiS podczas wtorkowej konferencji w warszawskiej siedzibie partii mówił też o wyniku swojej partii w wyborach. PiS uzyskało 29,89 proc.

"Ci którzy sądzili, że można anihilować naszą partię, przegrali, ci którzy chcieli dorzynać watahę przegrali, ale oczywiście mogło być lepiej. Nad tym będziemy dyskutować, w szczególności jest kwestia naszego poparcia w wielkich miastach" - powiedział Kaczyński.

Reklama

Szef PiS podziękował wyborcom swojej partii za poparcie. "To był akt ważny, wypowiedzenia się za zmianami w Polsce i być może swego rodzaju akt odwagi, nie dlatego, żebym podejrzewał, że wybory nie były tajne, tylko dlatego, że straszenie nami było bardzo intensywne w ostatnim etapie kampanii" - mówił.

Szef PiS był pytany przez dziennikarzy o to czy weźmie udział w zapowiedzianych przez prezydenta Bronisława Komorowskiego konsultacjach, m.in. w sprawie tworzenia nowego rządu. Konsultacje rozpoczną się w środę i potrwają do piątku. Szefowie partii, które w wyniku wyborów wejdą do nowego Sejmu, mają spotykać się z prezydentem indywidualnie.

Reklama

"To jest normalna (inicjatywa) związana z konstytucyjnymi uprawnieniami prezydenta. Ponieważ ma to charakter formalny, to oczywiście przyjdę na to spotkanie" - podkreślił Kaczyński.

"Zdaje się, że ono będzie jutro, jeśli będzie jutro, to ja się z całą pewnością zjawię w Pałacu Prezydenckim" - mówił szef PiS. "Ale cóż będę mógł powiedzieć prezydentowi? Będę mógł powiedzieć, że jesteśmy w opozycji. Nic więcej" - dodał Kaczyński.

Szef PiS powiedział również, że nie należy spodziewać się rozliczeń powyborczych w jego partii. "Uważam, że wszelkiego rodzaju rozliczenia po wyborach, jeśli nie doszło do jakichś wydarzeń drastycznych, a w moim przekonaniu nie doszło, nie mają po prostu sensu. Ci, którzy chcieliby je podjąć, po prostu bardzo, ale to bardzo, szkodzą partii" - powiedział szef PiS.

Politycy PiS oficjalnie mówią, że w partii nie będzie rozliczeń kampanii wyborczej, a jedynie jej analiza. W nieoficjalnych rozmowach padają jednak zarzuty, ale nie wobec autorów kampanii, tylko wobec wiceprezesa Zbigniewa Ziobry. Nieoficjalnie politycy PiS stawiają Ziobrze zarzuty nielojalności podczas kampanii wyborczej.

Kaczyński był też pytany, czy jego ugrupowanie poprze jakiegokolwiek kandydata Ruchu Palikota na funkcję wicemarszałka Sejmu.

"Tego rodzaju formacje polityczne w parlamencie nie powinny istnieć, my nie chcemy mieć z tą formacją nic wspólnego, będzie ona przez nas całkowicie ignorowana" - zapowiedział Kaczyński. Jak ocenił, "w historii różnych państw zdarzają się momenty trudne, zdarzają się błędy, to był wielki błąd części naszego społeczeństwa".

Dziennikarze prosili również prezesa PiS o odniesienie się do swoich słów z 2008 roku, kiedy powiedział, że jeśli PiS przegra wybory w 2011 roku, to przekaże władzę w partii komuś młodszemu.

"Na Węgrzech wszyscy wrogowie tej prawej strony, która chciała zmian, a my chcemy mniej więcej tego samego co Orban, przez cały czas zabiegali, żeby odszedł. Na szczęście nie odszedł i dzisiaj może te zmiany wprowadzać. Też nie odejdę, chyba że partia postanowi inaczej" - powiedział Kaczyński.

Jak dodał, na zmianę jego decyzji wpłynęły "trzy lata doświadczeń, katastrofa smoleńska i wszystko co działo się po niej". "Mnie witano okrzykami: +Jarosław, Polskę zbaw+. Można to oczywiście różnie oceniać, ale to jest fakt i z całą pewnością nie ma sensu tego marnować" - zaznaczył.

Dziennikarze pytali też Kaczyńskiego o wewnętrzne sondaże PiS, które wskazywały na zwycięstwo tej partii. "W pewnym momencie odpowiadały (rzeczywistości- PAP), później były dwa potężne ataki. Był moment, że mieliśmy 5 proc. przewagi (...). Było jedno założenie tych sondaży, które okazało się błędne. Do tej pory zawsze się sprawdzały. Rzeczywiście ostatni sondaż, przed samymi wyborami dawał 1 proc. przewagi PO, ale ten 1 proc. okazało się 9 proc. i w związku z tym trzeba to mocno zanalizować" - mówił.

Kaczyński był również pytany o to czy w wyborach sprawdził się 35-procentowy parytet dla kobiet. Szef PiS zaznaczył, że wszystko wskazuje, że parytet zmniejszył, zamiast zwiększyć liczbę kobiet w polityce. "Chyba, nie daję tu jeszcze głowy, bo nie mamy dokładnych obliczeń, jest pań u nas mniej. Gdyby przepisy były inne, byłoby ich pewnie więcej. Inżynieria społeczna tego rodzaju zawodzi, wynika tylko z ideologicznych tendencji, a nie z jakiegoś właściwego przemyślenia sprawy" - ocenił.