Katyń i Smoleńsk stały się polsko-rosyjskim polem minowym, można wkroczyć na nie z impetem i wylecieć w powietrze, a można też stąpać umiejętnie i pozostać przy życiu. To drugie jest zdecydowanie korzystniejsze.
Ani Warszawa, ani Moskwa nie chcą dyplomatycznej zimnej wojny, dlaczego więc ciągle iskrzy między nami? Niektórzy mają prostą odpowiedź: Rosjanie knują przeciw nam. Prawda jest bardziej złożona. Władze w Moskwie też mają swoją opinię publiczną i nie mogą iść wbrew jej nastawieniu. Dlatego w Smoleńsku prezydenci raczyli nas ogólnikami o współpracy, w Katyniu z ust Miedwiediewa nie padło słowo „ludobójstwo” na określenie zbrodni, wcześniej zaś na smoleńskim lotnisku zniknęła tablica wyrażająca podobną treść.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Powiązane


