Tomasz Wróblewski: Głos na charakter

Tomasz Wróblewski
Tomasz WróblewskiDGP
2 lipca 2010

Prezydenta nie trzeba lubić, ale trzeba go mieć. I w naszym wypadku bardziej po to, żeby umiał nie spełniać obietnic, niż żeby, nie daj Boże, je spełniał.

Różnice w stylu i retoryce nie miały w tej kampanii przełożenia na różnice programowe. Dwaj starsi panowie różnie się wyrażają, ale mówią to samo. Ich programom bliżej do siebie niż ich elektoratom. Dlatego wszystkich, którzy uwierzyli w wojnę polsko-polską – w katastrofę gospodarczą po nastaniu Kaczyńskiego czy narodową deklasację po nastaniu Komorowskiego – zapewniamy, że to tylko kampania. Soczysta jak hamburger z billboardu. Ostre słowa, wyraziste kolory, ale nic z tego nie posmakujemy w realu.

Polska jest bardzo zwykłym krajem z bardzo zwykłymi politykami. Są tu, żeby wygrywać wybory, a świat naprawiać będą tylko wtedy, kiedy będą musieli, żeby wygrać następne wybory. Tym razem obaj włożyli sporo wysiłku w zapewnianie nas, że nic w Polsce się nie zmieni. Tak odczytują intencje wyborców. Żaden nie chce ograniczać państwowego marnotrawstwa, prywatyzować szpitali, ograniczać niesprawiedliwych przywilejów emerytalnych rolnikom, policjantom. Nikomu ani w głowie ruszać Kartę nauczyciela – plik najbardziej destrukcyjnych dla edukacji zapisów. Żadnemu nie spieszno do euro. Kandydat PO nawet postawił warunek, że najpierw Polska musiałaby się rozwijać wolniej od zachodniej Europy. Czego żaden z kandydatów podobno nie chce, ale też nie zrobi niczego, żeby zawrócić nas z tej równi pochyłej.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.