Komentarz redakcji: Liczy się czas, nie debata

Mikołaj Wójcik
Mikołaj WójcikDGP
25 czerwca 2010

Debata polityczna ma w Polsce magiczną moc. Niemal każdy pamięta te, które wydają się momentami zwrotnymi historii. Wygraną Lecha Wałęsy z Alfredem Miodowiczem, czyli pierwszy telewizyjny triumf NSZZ „Solidarność”.

Porażkę Wałęsy z Aleksandrem Kwaśniewskim siedem lat później, czyli odzyskanie przez postkomunistów pełni władzy. I z ostatnich wyborów parlamentarnych – debatę Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim. Ceny jabłek czy ziemniaków odwróciły losy kampanii.

Czy niedzielna, a potem środowa debata Kaczyński – Komorowski też przejdą do historii? Wydaje się to wątpliwe. Takie błędy jednej czy drugiej strony jak w latach 90. już się nie zdarzają. Z kolei o powtórkę z 2007 roku będzie bardzo trudno, bo jednak marszałkowi daleko do talentów premiera Tuska. Ale najważniejsze jest to, że w żadnym z tych wypadków to nie debaty zmieniały koleje wyborów. Każda z tych słynnych była cegiełką poruszoną w wielkim murze. Taką, która go nie niszczy, a jedynie mocno narusza. By mur runął, potrzeba czasu. Po debacie Tusk – Kaczyński kula śniegowa poparcia dla PO turlała się jeszcze 10 dni. Tym razem tego czasu jest za mało. A na harakiri któregoś z kandydatów trudno liczyć.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.