Teraz kolej na Pragę i Warszawę - pisze niedzielna włoska prasa po zwycięstwie zwolenników Traktatu Lizbońskiego w referendum w Irlandii. Komentatorzy zgodni są co do tego, że po deklaracjach prezydenta Lecha Kaczyńskiego, gotowego podpisać ratyfikację, obawy budzi, jak zachowa się przywódca Czech Vaclav Klaus. Dlatego, dodają, nie pora jeszcze, by świętować.

"Corriere della Sera" ogłasza: "Irlandia zmienia zdanie i mówi "tak" Traktatowi. Teraz Europa nie ma więcej alibi". Publicysta największej włoskiej gazety wyraża opinię, że największym błędem Unii byłoby obecnie ulegnięcie nastrojowi ulgi i wiara w to, że po referendum wszystkie jej choroby "zostaną wyleczone". To prawda - ocenia - że Traktat stanowi postęp w porównaniu z "paraliżem instytucjonalnym ostatnich lat", ale - zauważa- "potrzeba czasu, by zrozumieć, że to święto potrwa krótko, a żeby naprawdę ożywić Unię, konieczne będą następne trudne decyzje".

Załóżmy - zaznacza - że prezydent Czech "oprze się pokusie pogrążenia Traktatu i podpisze go w rozsądnym terminie" i "wyczerpana" Unia 27 krajów przystąpi do reform. Ale - ostrzega - istnieje wysokie prawdopodobieństwo , że na nowo wybuchną znane już z przeszłości wewnętrzne konflikty oraz podziały zdań w UE. Może też zdaniem komentatora dojść do starcia między przyszłym "silnym i charyzmatycznym" prezydentem Unii z wysokim reprezentantem do spraw polityki zagranicznej. Dlatego według niego te "drobne szczegóły" pozwolą zrozumieć prawdziwe znaczenie irlandzkiego "tak".

"Teraz Europa jest prawie naga(czekając na Klausa) i nie będzie już dłużej mogła ukryć swych słabości za listkiem figowym niemożliwych reform" - podkreśla "Corriere della Sera".

"Irlandia zrozumiała, że Europa jest kołem ratunkowym, którego należy się trzymać w trudnych momentach i postanowiła nie wypuszczać go z rąk"

"La Repubblica" odnotowuje, że w Unii zapanowała ulga po irlandzkim referendum. Stwierdza też: "pewnego dnia Europa powinna wznieść pomnik globalnej recesji lat 2008-2009", bo - jak dodaje - "bez kryzysu ekonomicznego reforma, która umacnia i posuwa Unię Europejską naprzód, prawdopodobnie nigdy by się nie narodziła".

W ciągu 20 miesięcy od poprzedniego referendum w Irlandii 20 procent obywateli tego kraju zmieniło zdanie - zauważa rzymska gazeta. Wyraża opinię, że "powodem tego, że wiele "nie" zamieniło się w "tak", była światowa recesja".

"Irlandia zrozumiała, że Europa jest kołem ratunkowym, którego należy się trzymać w trudnych momentach i postanowiła nie wypuszczać go z rąk" - pisze "La Repubblica". Według jej komentatora irlandzkie głosowanie zamknęło okres "ośmiu niekończących się lat stagnacji, nadziei i daremnych oczekiwań" od grudnia 2001 roku, kiedy "15" jeszcze wówczas przywódców Unii Europejskiej powierzyło byłemu prezydentowi Francji Giscardowi d"Estaing zadanie pokierowania Konwentem Europejskim.

"Po usunięciu irlandzkiej przeszkody, w pałacach europejskiej polityki wciąż jednak nie można ogłosić zwycięstwa"

"Teraz nareszcie z 8-letnim opóźnieniem i 12 nowymi państwami członkowskimi bieg Europy może wystartować" - stwierdza włoski publicysta. Przypominając , że ratyfikacji nie podpisali jeszcze prezydenci Polski i Czech wyraża przekonanie: "zrobią to, bo nie mogą tego uniknąć".

Na łamach dziennika "La Stampa" czytamy zaś: "po usunięciu irlandzkiej przeszkody, w pałacach europejskiej polityki wciąż jednak nie można ogłosić zwycięstwa, ponieważ do apelu nie stawiły się Polska i Republika Czeska". Turyńska gazeta podkreśla, że o ile prezydent Lech Kaczyński zadeklarował zamiar rychłego podpisania ratyfikacji, "złe wiadomości mogą nadejść z Pragi".

Ale to nie wszystko, stwierdza z kolei "Il Giornale": wystarczy, że prezydent Czech zwlekać będzie ze złożeniem podpisu do wyborów w Wielkiej Brytanii, które niemal na pewno wygrają konserwatyści, sprzeciwiający się Traktatowi. Jeżeli i tam odbędzie się obiecywane przez nich referendum, Traktat zostanie odrzucony - ostrzega gazeta.