Nigdy nie wierzyłem że minister Ziobro opuści obóz Zjednoczonej Prawicy, czego dowodem jest sobotnia decyzja Solidarnej Polski. To wiązałoby się ze spadkiem do 3.–4. ligi i odcięciem ministra i jego działaczy np. od wpływów w spółkach Skarbu Państwa.
Ale skoro Ziobro nie wyjdzie, to on może okazać się „miękiszonem”. Obecnie przegrywa na punkty pojedynek z Mateuszem Morawieckim, który sam nie jest jakimś spektakularnym zwycięzcą. Ziobro być może sobie wykalkulował, że zamiast wyjść samemu, lepiej być wyrzuconym.
Jarosław Kaczyński wie, że większość parlamentarna nie jest tak spektakularna, jak by chciał. Czasami może liczyć na część konfederatów, część PSL i kukizowców. Ale w Polsce można mieć rząd mniejszościowy i rządzić, zwłaszcza jak ma się swojego prezydenta i TK obsadzony swoimi ludźmi. Będzie to wymagało zawierania czasem egzotycznych koalicji, ale i tak w strefie komfortu Kaczyński był długo.
Ziobryści już zapowiedzieli, że zagłosują przeciwko funduszowi odbudowy, ale tego nie zaakceptuje Kaczyński, bo to by oznaczało, że nie panuje nad koalicją. Jednocześnie przykład piątki dla zwierząt pokazuje, że nawet prezes potrafi spotulnieć politycznie. Jeśli Kaczyński znów zafunduje wszystkim wielotygodniowy serial o Zjednoczonej Prawicy, poparcie dla tego ugrupowania może spaść poniżej 30 proc., bo ludzie będą mieli dość tego teatru. Zwłaszcza w sytuacji, gdy trzeba ratować gospodarkę. To, co działa na ich korzyść, to długi czas do kolejnych wyborów.
Bartosz Rydliński, politolog, UKSW