Rzecznik szyickiej milicji Kataib Hezbollah, jednej z najpotężniejszych wspieranych przez Iran grup paramilitarnych w Iraku, przekazał, że grupy te nie przedstawiają konkretnej daty, ale gdyby siły USA "nalegałyby na pozostanie", to grupy te rozpętałyby znacznie brutalniejsze ataki.

Waszyngton, który powoli redukuje swój liczący 5000 żołnierzy kontyngent w Iraku, zagroził we wrześniu, że zamknie swoją ambasadę w Bagdadzie, jeśli iracki rząd nie zapanuje nad sprzymierzonymi milicjami, które zaatakowały cele USA przy użyciu rakiet i przydrożnych bomb.

W związku z obawami o wzrost napięcia w kraju politycy z wielu różnych ugrupowań wezwali milicje, aby przestały prowokować Amerykanów.

Reklama

"Frakcje ogłosiły warunkowe zawieszenie broni" - powiedział Reuterowi rzecznik Kataib Hezbollah, Mohammed Mohi. "Obejmuje on wszystkie frakcje (antyamerykańskiego) oporu, w tym te, które atakowały siły amerykańskie".

W sobotę milicje nazywające się Komisją Koordynacyjną Irackiego Oporu opublikowały oświadczenie mówiące, że wstrzymają ataki w zamian za jasny plan opuszczenia Iraku przez wojska amerykańskie. Mohi nie sprecyzował, które grupy przygotowały oświadczenie.

Powiedział za to, że rząd iracki musi wdrożyć rezolucję parlamentu wzywającą do wycofania obcych wojsk.

Iracki parlament opowiedział się za wyjściem obcych wojsk, gdy 3 stycznia br. w amerykańskim nalocie na lotnisko w Bagdadzie zginął irański generał Kasem Sulejmani, dowódca jednostki specjalnej Al-Kuds irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, oraz Abu Mahdi al-Muhandis, dowódca szyickich Sił Mobilizacji Ludowej w Iraku.

Do listopada br. amerykański kontyngent w Iraku zmniejszy się z 5,2 tys. do 3 tys. żołnierzy. (PAP)