W poniedziałek Amerykanie obchodzili Święto Pracy. Prezydent Donald Trump spędził drugą część przedłużonego weekendu na polu golfowym w swoim ośrodku wypoczynkowym w Wirginii. O kolejnych zniszczeniach, jakie wyrządza huragan Dorian, informował go na bieżąco podążający za prezydenckim meleksem asystent. W poniedziałek o 20.00 według zegarka Wschodniego Wybrzeża Trump udał się na zagrożoną kataklizmem Florydę, by nadzorować akcję ratunkową... ze swojego kolejnego kurortu, czyli Mar-a-Lago.
I postanowił informować Amerykanów o sytuacji za pośrednictwem Twittera.
„Alabamie grozi naprawdę silny wiatr, a może i coś więcej. Dlatego mówię: Alabamo, uważaj na siebie!” – napisał prezydent. Problem w tym, że National Weather Service (Narodowa Agencja ds. Pogody) ogłosiła, że huragan nie dotrze do tego stanu. Nie zbliży się do niego nawet o setki kilometrów. Stanowisko zatrudnianych przez rząd meteorologów nie przekonało jednak głowy państwa. „Według wczesnych scenariuszy na mapie ewentualnych szkód była Alabama. Zawsze warto być przygotowanym! Ale media zajmujące się fake newsami (fałszywe wiadomości – red.) lubią mnie poniżać. Źli ludzie!” – to kolejny wpis Trumpa na Twitterze. Nie do końca jednak wiadomo, czemu zaatakował znowu prasę. Jego wypowiedź o Alabamie skorygowali naukowcy.
Dziennikarze „The New York Timesa” policzyli, że prezydent w ciągu długiego weekendu wysłał w sumie 122 tweety, mieszając wątki huraganowe z politycznymi oraz związanymi z jego samopoczuciem. Nowojorska gazeta przezwała go „pogodynkiem” i „głównym meteorologiem kraju”. Kiedy Dorian omijał Portoryko, nie zostawiając tam większych zniszczeń, i kierował się w stronę amerykańskiego wybrzeża, Trump ostrzegał przez swoje ulubione medium społecznościowe: „Spodziewajmy się największego huraganu w dziejach. Kategoria piąta!” (najmocniejsza w skali Saffira-Simpsona – red.). I znowu spece z NWS go skorygowali, że chociaż Dorian rzeczywiście jest piątką, to już za jego prezydenury, czyli w ciągu dwóch poprzednich sezonów huraganowych, co najmniej cztery wietrzne żywioły miały taką moc jak ten najnowszy.
Reklama
– Te słowa mogą brzmieć jako niegroźna ekstrawagancja, ale w efekcie taka postawa może doprowadzić do osłabienia reakcji władz na takie katastrofy oraz do chaosu w zarządzaniu kryzysem i w efekcie przynieść ludziom szkodę – skomentował Andrew Friedman, specjalista od meteorologii z „The Washington Post”.
Między tweety o aktualnym stanie pogody prezydent wplótł też komentarze o obecnym stanie wojny celnej z Chinami, swojej niechęci do gwiazdy serialu „Will & Grace” Debry Messing oraz żalu, jaki cały czas ma do Jima Comeya, szefa FBI, którego zwolnił za to, że ten interesował się związkami kampanii Trumpa z Kremlem.
Gdy zamykaliśmy to wydanie DGP, Dorian uderzył w Bahamy, zabijając co najmniej pięć osób. Władze stanów Georgia i Karolina Płd. zarządziły obowiązkową ewakuację wybrzeży, która obejmie ponad milion osób. Żywioł niszczy domy, wyrywa drzewa i wywołuje powodzie. Wieje z prędkością prawie 300 km/h i wywołuje ponad siedmiometrowe fale. ©℗
Nowojorska gazeta nazwała prezydenta USA „pogodynkiem”