Nowe dowody wskazują, że Rosjanie zaatakowali ukraińskie okręty na wodach międzynarodowych
Reklama
Wczoraj prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał ustawę o zatwierdzeniu jego własnej decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego. Ustawa stała się obowiązującym prawem po opublikowaniu jej w środę w urzędowym dzienniku „Hołos Ukrajiny”.
Stan wojenny ma obowiązywać do 26 grudnia w 10 obwodach Ukrainy. Chodzi o regiony graniczące z Rosją, separatystycznym Naddniestrzem, okupowanym Krymem oraz położone na wybrzeżu. Sami Ukraińcy nie powinni go odczuć, o ile Rosja nie zdecyduje się na otwartą inwazję, co jest mało prawdopodobne. Co innego siły zbrojne, które czeka seria manewrów i zmian dyslokacji. Sztab generalny poprosił Ukraińców, by nie publikować zdjęć ani filmów pokazujących działania podejmowane przez wojsko.
„Zachowujcie spokój. Nie zbierajcie ani nie rozpowszechniajcie fejków i plotek, ufajcie tylko oficjalnym źródłom informacji” – zaapelował na Facebooku gen. Serhij Najew do mieszkańców obwodów ługańskiego i donieckiego.
Oba regiony w części kontrolowanej przez Ukraińców (to dwie trzecie terytorium ukraińskiego Donbasu) od dawna są zarządzane przez administrację wojskowo-cywilną. Najew dowodzi operacją zjednoczonych sił, jak formalnie nazywają się działania armii i służb w Zagłębiu Donieckim. „Stan praktycznie nie wpłynie na życie ludności cywilnej, bo obwody doniecki i ługański w podobnym reżimie żyją od kilku lat” – dodawał generał.
Tymczasem rosyjski sąd na anektowanym Krymie zdecydował o areszcie dla wszystkich 24 wziętych do niewoli marynarzy. Formalnie są oni oskarżeni o nielegalne przekroczenie rosyjskiej granicy. Jak podał Anton Naumluk z Radia Swoboda, jeńców umieszczono w pojedynczych celach kobiecego bloku aresztu w Symferopolu, stolicy Krymu. Ukraińscy konsulowie nie mogą się z nimi spotkać, bo oznaczałoby to uznanie de facto rosyjskości półwyspu.
Trzech rannych marynarzy przebywa w szpitalu. Próbował ich odwiedzić arcybiskup Symferopola i Krymu Klemens, zwierzchnik prawosławnych, którzy pozostali wierni Patriarchatowi Kijowskiemu. Nie został jednak do nich dopuszczony.
Także wczoraj – na podstawie koordynatów z przechwyconych nagrań komunikacji radiowej rosyjskich wojskowych – ustalono, że do ataku na okręty doszło na wodach międzynarodowych Morza Czarnego, a nie na ukraińskim morzu terytorialnym u wybrzeży Krymu, które Rosjanie uznają za swoje. To dodatkowo wzmacnia tezę o nielegalności działań rosyjskich pograniczników nie tylko w świetle prawa międzynarodowego (gwarantuje ono swobodny przepływ przez Cieśninę Kerczeńską), ale i wewnątrzrosyjskiego. I podważa tezy rosyjskiej prokuratury.
Tymczasem Rosjanie umacniają swoje siły w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej. Państwowy kanał RT opublikował film z trasy Sewastopol – Kercz, pokazujący przejazd zestawów antyokrętowych Bał, służących do ostrzeliwania statków z lądu. Kijów obawia się, że w ten sposób Moskwa przejmuje efektywną kontrolę nad Cieśniną Kerczeńską, co może uniemożliwić funkcjonowanie ukraińskich portów w Berdiańsku i Mariupolu. Zwłaszcza to ostatnie miasto, położone w południowej części obwodu donieckiego, obawia się blokady.
Już teraz, w wyniku odcięcia silnie uprzemysłowionych obszarów Doniecczyzny, ruch w mariupolskim porcie jest mniejszy niż przed wojną. W 2017 r. obrót towarowy wyniósł tu 6,5 mln ton, o 60 proc. mniej niż w ostatnim przedwojennym roku 2013. Odkąd Rosjanie wiosną 2018 r. zaczęli przeszkadzać statkom w swobodnej żegludze na Morzu Azowskim, część przedsiębiorstw zaczęła korzystać z oddalonych o setki kilometrów, ale bezpieczniejszych portów w Mikołajowie i Odessie. Dla prawie półmilionowego Mariupola oznacza to poważne problemy ekonomiczne.