Po wprowadzeniu przez Niemcy obostrzeń na przejściach granicznych na podobne kroki mogą się zdecydować kolejne kraje. To postawiłoby pod znakiem zapytania przyszłość strefy Schengen.
Kryzys migracyjny w 2015 r. doprowadził do przywrócenia kontroli na granicy niemiecko-austriackiej. I chociaż liczba przybyszów trafiających do Europy w ciągu minionych trzech lat znacząco zmalała, to Berlin od tamtej pory nie przywrócił swobody przemieszczania na granicy z Austrią. Teraz będzie chciał pójść krok dalej. Porozumienie ratujące niemiecką koalicję zakłada, że nielegalni migranci mają być zawracani na granicy. Istnieje obawa, że takie posunięcie może spowodować efekt domina.
Niemiecki plan zakłada tworzenie dla migrantów na granicy z Austrią ośrodków tranzytowych, w których zatrzymani mają przebywać nie dłużej niż dwie doby. Potem, zgodnie z unijnym prawem, osoby te będą kierowane do państwa, które było dla nich pierwszym miejscem pobytu na terenie Unii Europejskiej i to ono ma odpowiadać za przybyszów. Najczęściej tymi krajami są Włochy i Grecja. W Niemczech reguły unijne zostały zawieszone trzy lata temu, gdy w momencie najpoważniejszego kryzysu Merkel dała zielone światło dla przyjmowania migrantów przybywających głównie na greckie wyspy. Wkrótce ma się to zmienić.