Co najmniej 23 osoby zginęły w izraelskich nocnych nalotach dokonanych w Syrii - poinformowało w czwartek Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Wśród zabitych jest pięciu syryjskich żołnierzy.

Według Obserwatorium celem nalotów były pozycje syryjskiego wojska i wspieranych przez Iran bojówek na terenie Damaszku, w środkowej części kraju i na południu.

Szef Obserwatorium Rami Abdel Rahman powiedział, że śmierć poniosło pięciu syryjskich żołnierzy, w tym dwóch oficerów; pozostałych 18 zabitych to bojownicy sprzyjający reżimowi Baszara el-Asada. Rahman dodał, że na razie nie jest jasne, czy wśród zabitych są Irańczycy. Według Rahmana bilans ofiar śmiertelnych może wzrosnąć, gdyż niektórzy ranni są w krytycznym stanie.

Obserwatorium podało, że zaatakowane zostały domniemane obiekty libańskiego Hezbollahu oraz obszary, gdzie stacjonują irańscy doradcy wojskowi.

Reklama

Wcześniej izraelski minister obrony Awigdor Lieberman oświadczył, że armia Izraela zaatakowała "prawie całą irańską infrastrukturę w Syrii" i ją uszkodziła. Izrael utrzymuje, że była to odpowiedź na nocne ataki rakietowe ze strony elitarnych irańskich sił Al-Kuds na obiekty izraelskie na okupowanych przez Izrael Wzgórzach Golan.

Według Izraela jego wojska zostały tam zaatakowane ok. 20 rakietami, które przechwycił izraelski system obrony powietrznej Żelazna Kopuła lub też które nie dotarły do izraelskich obiektów.

Reklama

Był to największy izraelski atak w Syrii od wybuchu wojny domowej w tym kraju w 2011 roku, w którą włączyły się Iran, sprzymierzone z nim szyickie bojówki i Rosja, by wesprzeć prezydenta Asada - komentuje agencja Reutera. Portal Times of Israel ocenia, że były to najpoważniejsze bezpośrednie starcia między siłami Izraela i Iranu w historii oraz najpoważniejszy izraelski atak w Syrii od czasu wojny Jom Kippur z 1973 roku.

Syryjskie media państwowe podały, że dziesiątki izraelskich pocisków uderzyły w stację radarową, pozycje syryjskich sił obrony przeciwlotniczej i skład amunicji.

Izraelskie siły zbrojne przekazały, że zaatakowały wykorzystywane przez siły Al-Kuds magazyny broni, centra logistyczne, ośrodki wywiadu i stanowiska obserwacyjne. Izrael twierdzi też, że zniszczył kilka syryjskich systemów obrony przeciwlotniczej, które bezskutecznie próbowały zestrzelić izraelskie samoloty.

Lieberman zapewnił, że Izrael nie dąży do eskalacji na syryjskim froncie. Jednak minister współpracy regionalnej Cachi Hanegbi, który jest bliskim współpracownikiem premiera Benjamina Netanjahu, ostrzegł przed dalszą konfrontacją. "Nie sądzę, abym mógł wam powiedzieć, że jedno uderzenie, nawet tak skuteczne i druzgocące jak to wymierzone ubiegłej nocy w Irańczyków, wystarczy, by przekonać reżim, który zazwyczaj jest bardzo fanatyczny i zdeterminowany" - powiedział Hanegbi.

Reuters wyjaśnia, że Izraelczycy obawiają się, iż Iran i jego libański sojusznik Hezbollah przekształcają Syrię w nowy front przeciwko państwu żydowskiemu. Izrael argumentuje, że celem jego niezbyt częstych ataków w Syrii jest niedopuszczenie do tego. Z kolei Teheran zapowiedział odwet po kwietniowym nalocie na syryjską bazę lotniczą, w którym zginęło siedmiu Irańczyków. Iran o ten atak oskarża Izrael.

Izrael postrzega Iran jako największe zagrożenie dla swego istnienia i już wcześniej atakował irańskie siły w Syrii oraz sprzymierzone z nimi bojówki.

Napięcie między Izraelem a Iranem narastało w ostatnich dniach z powodu niepewności co do przyszłości porozumienia nuklearnego zawartego w 2015 roku przez Iran i sześć światowych mocarstw. We wtorek prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że wycofuje swój kraj z umowy.