„Chcemy oddać szacunek zabitym, rannym i wszystkim ofiarom, które ucierpiały wskutek działań ETA. Naprawdę przepraszamy”. Organizacja kończy działalność.
Reklama
Jesteśmy świadomi, że podczas tej długiej walki zbrojnej spowodowaliśmy wiele cierpienia, w tym wiele strat materialnych, co nie przyniosło rozwiązania. Chcemy oddać szacunek zabitym, rannym i wszystkim ofiarom, które ucierpiały wskutek działań ETA. Naprawdę przepraszamy”.
To fragment oświadczenia przesłanego 20 kwietnia do dwóch baskijskich gazet przez członków organizacji. Jakby tego było mało, kilka dni później zapowiedziała ona samorozwiązanie, które zostanie prawdopodobnie ogłoszone w ten weekend.
Biorąc pod uwagę, że chodzi o jedną z najgroźniejszych grup terrorystycznych w Europie na przestrzeni ostatniego półwiecza, trudno o bardziej zdumiewający koniec niż list z przeprosinami.

Reklama
1. Pochodzący z Galicji José Antonio Pardines Arcay miał 25 lat i tak jak jego ojciec oraz dziadek służył w Guardia Civil. 7 czerwca 1968 r. wraz z innym funkcjonariuszem kierował ruchem na remontowanym odcinku drogi szybkiego ruchu z Madrytu do leżącego przy samej granicy z Francją Irun, mniej więcej na wysokości małej baskijskiej miejscowości Villabona. Dzień był spokojny – aż do czasu gdy Pardines nie zatrzymał do kontroli białego Seata 850 Coupe na numerach rejestracyjnych podobnych do skradzionego niedawno innego samochodu. Gdy schylił się, by sprawdzić numery silnika i nadwozia – które nie zgadzały się z dokumentami – z auta wysiedli dwaj wracający z napadu na bank młodzi etarras: Javier „Txabi” Etxebarrieta i Inaki Sarasketa, po czym pierwszy z nich strzelił Pardinesowi w głowę, a potem jeszcze cztery razy w klatkę piersiową. Funkcjonariusz stał się pierwszą ofiarą ETA, zaś organizacja weszła na drogę przemocy. (Etxebarrieta zginął jeszcze tego samego dnia podczas pościgu, a Sarasketa został schwytany następnego dnia i skazany na dożywocie, lecz w 1977 r. wyszedł z więzienia na mocy amnestii.)
Ta historia ma początek kilka, a właściwie kilkadziesiąt lat wcześniej. Euskadi Ta Askatasuna, co oznacza „Kraj Basków i Wolność”, została założona 31 lipca 1959 r. przez grupę studentów baskijskiego Universidad de Deusto, sfrustrowanych zbyt ugodową, ich zdaniem, pozycją w kwestii niepodległości, którą przyjmowała dominująca od dziesięcioleci na scenie politycznej regionu Baskijska Partia Narodowa (PNV). Ale tej narastającej frustracji nie byłoby, gdyby nie cały ciąg wynikających z siebie wydarzeń – trwające od 20 lat autorytarne rządy gen. Francisco Franco, gdy tępiono regionalne tożsamości, a używanie języka baskijskiego było zabronione, wcześniej hiszpańska wojna domowa, podczas której Baskowie opowiedzieli się po stronie republikańskiej i na chwilę mogli się cieszyć autonomią, a jeszcze wcześniej renesans baskijskiej świadomości narodowej pod koniec XIX w., który był z kolei reakcją na industrializację i spowodowany nią napływ tysięcy migrantów z innych części Hiszpanii.
ETA chciała bardziej radykalnych działań niż PNV, ale w początkowym okresie nie myślała o zabijaniu ludzi. Pierwszą akcją była w 1961 r. próba wykolejenia pociągu ze zwolennikami Franco. Nieudaną, bo członkowie organizacji, podkładając bomby, mieli na uwadze przede wszystkim to, by nikt przypadkiem nie zginął, i w efekcie nie wykoleił się ani jeden wagon. Mimo to reakcja władz była ostra – aresztowano, torturowano i skazano ponad 100 domniemanych członków ETA.
Walkę o niepodległość przy użyciu wszystkich możliwych środków, w tym terroru, zaaprobowano w ETA ok. 1965 r., wtedy też ostatecznie zwyciężył marksizm-leninizm jako jej doktryna ideologiczna, a także ukształtowała się struktura organizacyjna, składająca się z małych, kilkuosobowych komand, które nie miały ze sobą kontaktu, dzięki czemu w przypadku rozbicia jednego z nich, nie groziło to konsekwencjami dla pozostałych.
Do czasu nieplanowanego zabicia José Pardinesa główną działalnością etarras były napady na konwoje z pieniędzmi lub banki, ewentualnie na składy z bronią. Niespełna dwa miesiące potem trzyosobowe komando ETA zastrzeliło przed domem w Irun Melitóna Manzanasa, wysokiego rangą oficera hiszpańskiej policji, znanego z torturowania aresztowanych.
2. Rankiem 20 grudnia 1973 r. admirał Luis Carrero Blanco – premier i faktyczny następca starzejącego się i podupadającego na zdrowiu gen. Franco – wracał jak co dzień z mszy w madryckim kościele św. Franciszka Borgiasza. Eksplozja była tak potężna, że ważący prawie 1800 kg Dodge 3700 GT, którym jechał wraz z kierowcą i ochroniarzem, wyleciał w powietrze na wysokość 20 m i uderzył w budynek po przeciwnej stronie ulicy. Blanco, w odróżnieniu od pozostałych dwóch osób w aucie, przeżył wybuch, ale zmarł wkrótce w szpitalu.
Jeśli w przypadku organizacji terrorystycznej można użyć zwrotu opus magnum, to dla ETA było nim właśnie tamto wydarzenie, zarówno ze względu na logistykę, jak i polityczne konsekwencje. Członkowie jednego z komand obserwowali Carrero Blanco codziennie od początku 1973 r., początkowo z zamiarem porwania, jednak gdy w czerwcu został szefem rządu, co łączyło się ze wzmocnioną ochroną, uznano, że jest to mało realne i łatwiejsze będzie zabicie go. Przez pięć miesięcy członkowie komanda z wynajętego mieszkania na parterze przy ulicy, którą codziennie był wożony admirał, drążyli tunel prowadzący do jezdni. Na dodatek przebrani za ekipę remontową członkowie komanda, po zdetonowaniu ładunku wybuchowego, zdołali w powstałym zamieszaniu zbiec.
Zabójstwo Carrero Blanco odmieniło losy Hiszpanii. Był on uważany za jedyną osobę mogącą skupić wszystkie frakcje zwolenników frankizmu i zapewnić przetrwanie systemu po nieuchronnej śmierci caudillo (już wcześniej ustalono, że gdy to się stanie, przywrócona zostanie monarchia, ale dla Juana Carlosa przewidywano rolę wyłącznie ceremonialną). Gdy niespełna dwa lata później dyktator zmarł, wobec braku następcy, król zaczął bardziej aktywnie działać i sterować hiszpańską drogą ku demokracji.
ETA miała wówczas swój najlepszy czas. Z jednej strony trudno było o lepszy dowód, że należy się z nią liczyć, z drugiej – postrzegana była jako organizacja walcząca o coś i z czymś. O coś, czyli o niepodległość dla Basków, którzy Półwysep Iberyjski zamieszkiwali znacznie wcześniej niż Kastylijczycy czy Katalończycy i faktycznie byli prześladowani przez władze frankistowskie. Z czymś, czyli z frankistowskim reżimem, który coraz mniej pasował do Zachodniej Europy. A przy tym nie atakowała wtedy (i jeszcze przez następnych kilka lat) przypadkowych osób, ograniczając się do tych, którzy byli w jej oczach wrogą stroną w konflikcie – żołnierzy, policjantów, polityków czy agentów.
To, czy obalenie frankizmu naprawdę było celem ETA, jest mocno dyskusyjne, ale władze w Madrycie niektórymi działaniami same ją legitymizowały w oczach świata. Pod koniec 1970 r. sąd wojskowy w Burgos skazał na śmierć dziewięciu członków ETA, a sześciu – na kilkudziesięcioletnie więzienie w procesie, który urągał wszelkim zasadom sprawiedliwości (obrońcy mieli ograniczony kontakt z oskarżonymi, nie mogli zadawać pytań świadkom), a przy tym zwrócił uwagę zagranicznych mediów. W Kraju Basków odbywały się wielotysięczne demonstracje w obronie sądzonych, w Zachodniej Europie atakowano hiszpańskie ambasady, a w sprawę zaangażował się papież Paweł VI.
Ostatecznie wyroki śmierci zamieniono na 30 lat więzienia, ale szerszy efekt był taki, że zabicie Carrero Blanco do pewnego stopnia zostało uznane za czyn usprawiedliwiony. I gdyby wraz z transformacją demokratyczną w Hiszpanii ETA złożyła broń, być może przeszłaby do historii jako szanowany ruch oporu przeciw faszyzmowi.
3. Jak w każde piątkowe popołudnie, także 19 czerwca 1987 r. supermarket sieci Hipercor przy barcelońskiej Avinguda Meridiana był pełen ludzi. Członkowie komanda wybrali ten sklep spośród kilku obserwowanych ze względu na łatwość zaparkowania samochodu-pułapki. Dwustukilogramowy ładunek wybuchowy, umieszczony w pozostawionym na poziomie -1 podziemnego garażu skradzionym Fordzie Sierra, zrobił pięciometrowej średnicy dziurę w suficie, przez którą do supermarketu wdarła się kula ognia oraz trujące gazy. Bilans ataku to 21 osób zabitych, w tym kobieta w ciąży i dwoje dzieci, oraz 45 rannych, co czyni go najkrwawszym przeprowadzonym przez ETA w całej jej historii. Jego skala przeraziła nawet samą ETA, która przeprosiła za zamach, zwracając uwagę, że przed eksplozją anonimowymi telefonami ostrzegła o bombie – choć według policji ostrzeżenie było przekazane za późno – ale nikt nie wierzył w szczerość tych przeprosin. Trzech bezpośrednich sprawców i zleceniodawcę skazano później na wyroki od 790 do 794 lat więzienia.
Atak na Hipercor był najbardziej wyrazistym dowodem zmiany, jaką zaczęła dokonywać się w ETA po upadku frankizmu. W demokratyzującej się Hiszpanii nie ograniczyła ona działalności, lecz ją znacząco wzmogła. Po części miało to podłoże polityczne – próbowała w ten sposób wpłynąć na negocjacje na temat statusu regionu, uważając, iż jeśli Baskowie zaakceptują kompromis w postaci szerokiej autonomii, cel, jakim jest niepodległość, oddali się.
Ale wyobrażenia ETA i ogółu baskijskiego społeczeństwa dotyczące tego, co jest najlepsze dla regionu, coraz bardziej się rozjeżdżały (Baskowie w 1979 r. zaaprobowali w referendum autonomię). Na okres pierwszych pięciu lat po śmierci Franco (1976–1980) przypada prawie jedna trzecia wszystkich ofiar śmiertelnych ETA, w samym tylko 1980 r. – który pod tym względem był rekordowy – z jej rąk zginęły 94 osoby. Przy czym zmieniały się też cele ataków – nie byli to już tylko funkcjonariusze hiszpańskiego państwa, ale coraz częściej przypadkowe osoby. Bomby wybuchały na lotniskach, dworcach kolejowych i w ośrodkach turystycznych. Wprawdzie w przypadku tych umieszczanych w miejscach publicznych zwykle ostrzegano o nich krótko przed eksplozją, ale jak pokazał atak na Hipercor, nie zawsze udawało się ewakuować ludzi.
Inna sprawa, że władze w Madrycie czasem dawały ETA powód do dalszego istnienia. Od 1983 r. do 1987 r. – za rządów socjalistycznego premiera Felipe Gonzáleza – istniały Antyterrorystyczne Grupy Wyzwolenia (GAL), paramilitarna jednostka, która walczyła z ETA poza systemem wymiaru sprawiedliwości. Jej własnymi metodami – zabijała, porywała, torturowała, nie tylko samych etarras, ale też cywilów podejrzanych o pomaganie organizacji czy nawet sympatyzowanie z nią. A to tylko nakręcało spiralę przemocy.
Fakt istnienia szwadronów śmierci stał się później wielkim skandalem politycznym, ale ich rola była większa niż zabicie 27 osób. Członkowie GAL polowali na etarras nie tylko w Hiszpanii, ale też we Francji, która przez lata traktowana była przez ETA jako bezpieczne schronienie. Paryż nawet już po upadku frankizmu odmawiał ścigania i wydawania Hiszpanii terrorystów i dopiero w 1984 r. zmienił tę politykę, co bardzo trudniło ETA prowadzenie dalszych działań.
4. Ermua to małe, kilkunastotysięczne miasteczko na północy Kraju Basków. Jedno z tych, w których partie podejrzewane o związki z ETA – Herri Batasuna i jej późniejsze reinkarnacje – dostawały więcej głosów niż gdzie indziej. Mimo to Miguel Ángel Blanco, 29-letni radny z ramienia prawicowej Partii Ludowej – która w Kraju Basków jest ugrupowaniem niemal marginalnym – nigdy się nie bał otwarcie i publicznie krytykować ETA. Nie bał się, bo uważał, że nie jest wystarczająco ważny, aby stać się jej celem. Mylił się. 10 lipca 1997 r. został porwany, a w zamian za jego uwolnienie ETA zażądała, by w ciągu 48 godzin władze zaczęły przenoszenie wszystkich odsiadujących wyroki członków organizacji z więzień rozsianych po całej Hiszpanii do Kraju Basków (osadzanie skazanych etarras w zakładach daleko od domu miało być przestrogą dla potencjalnych terrorystów). Dla wszystkich było jasne, że jest to żądanie niemożliwe do spełnienia. Niecałą godzinę po upływie ultimatum Blanco został zabity dwoma strzałami w tył głowy. W demonstracjach najpierw domagających się jego uwolnienia, a potem potępiających ETA, które odbywały się w całej Hiszpanii – w tym także w Kraju Basków – wzięło udział ponad 6 mln osób.
Dokonane z zimną krwią zabójstwo stało się punktem zwrotnym w historii ETA. O ile rozmiar zamachu na Hipercor można było próbować usprawiedliwiać nieszczęśliwym wypadkiem, tu nie było najmniejszych okoliczności łagodzących. Rozwiały się ostatnie złudzenia co do tego, że etarras są bojownikami walczącymi o słuszną sprawę, niepodległość czy sprawiedliwość społeczną. Nawet w oczach większości Basków stali się oderwanymi od rzeczywistości i zaślepionymi nienawiścią przestępcami, którzy tylko szkodzą regionowi. A ten, dzięki bardzo dużej autonomii i dobrej koniunkturze gospodarczej, świetnie się rozwijał i pragnął przede wszystkim pokoju.
Powszechne odwrócenie się Basków od ETA bardzo osłabiło morale organizacji, a jej porażkę przypieczętowało kilka wydarzeń, na które nie miała wpływu. Najpierw walki zaprzestała współpracująca z ETA i bliska jej ideologicznie Irlandzka Armia Republikańska (IRA), zobowiązując się do przestrzegania zawartego w 1998 r. porozumienia pokojowego. Potem były zamachy z 11 września 2001 r. w Stanach Zjednoczonych, które fundamentalnie zmieniły postrzeganie zagrożenia terrorystycznego, spowodowały zaostrzenie prawa w wielu państwach oraz zwiększyły współpracę policyjną i wywiadowczą w zwalczaniu terroryzmu. Wreszcie zamachy z 11 marca 2004 r. w Madrycie, o które prawicowy rząd oskarżył ETA – jak się okazało, bezpodstawnie – co z kolei przyczyniło się do niespodziewanego zwycięstwa wyborczego socjalistów, bardziej niż prawica skłonnych do rozmów pokojowych, ale pod warunkiem zerwania z przemocą. ETA nie wykorzystała szansy, by zakończyć swoją historię w sposób w miarę honorowy. Rozmowy pokojowe się toczyły, ale nie było w nich postępów. Na dodatek ETA kilka razy zrywała ogłaszane przez siebie zawieszenia broni, co kompletnie podważało jej wiarygodność. Po zamachu na lotnisku w Madrycie w grudniu 2006 r., w którym zginęło dwóch przypadkowych ekwadorskich imigrantów, od ETA odcięła się nawet uznawana za jej polityczne skrzydło partia Batasuna.
5. Urodzony w Gujanie Francuskiej 52-letni Jean-Serge Nérin, ojciec czworga dzieci, służył w tej samej komendzie policji w podparyskim Dammarie-les-Lys od 1980 r. Za dwa lata miał przejść na emeryturę. Wieczorem 16 marca 2010 r. kierowany przez niego partol zatrzymał do rutynowej kontroli przekraczający dozwoloną prędkość samochód. Gdy policjanci podeszli do pojazdu, z innego auta padły strzały. Oba samochody – o czym policjanci jeszcze nie wiedzieli – chwilę wcześniej zostały skradzione z pobliskiego komisu przez sześcioosobowe komando ETA. Nérin, choć był w kamizelce kuloodpornej, zginął w strzelaninie. Był on pierwszym członkiem francuskich sił bezpieczeństwa zabitym przez etarras, a zarazem ostatnią w historii ofiarą śmiertelną baskijskiej organizacji.
Według bilansu hiszpańskiego ministerstwa spraw wewnętrznych ofiarą śmiertelną numer 829, choć niektóre źródła przypisują ETA większą liczbę zabójstw, przeważnie 846. Wśród tych 829 zabitych, w przypadku których nie ma wątpliwości co do winy ETA, było 486 członków sił zbrojnych lub policyjnych oraz 343 cywili. Zaledwie nieco ponad 5 proc. wszystkich ofiar zabitych zostało w czasie rządów Francisco Franco.
Przypadkowa śmierć Nérina nie była ostatnim aktem terroru w wykonaniu ETA. Do końca 2010 r. podkładała jeszcze małe ładunki wybuchowe, które jednak nie spowodowały u nikogo obrażeń ani poważniejszych strat materialnych. Trudno oprzeć się wrażeniu, że było to już robione bez większego przekonania i bez celu. Po serii aresztowań przywódców pod koniec pierwszej dekady XXI w. ETA straciła zdolność operacyjną, ale też miała przetrzebione szeregi i coraz większy problem z rekrutowaniem nowych członków. Według szacunków hiszpańskich władz, w ostatnich latach ETA liczyła nie więcej niż 50 aktywnych bojowników, a trzy lata temu MSW podało nawet, że może ich być wręcz mniej niż 20. Aby ustawić to w jakiejś perspektywie – w ciągu całej historii organizacji należało do niej nie mniej niż 3720 osób, a według stanu z zeszłego roku – w więzieniach przebywało 340 byłych bojowników.
okładka magazyn 4.05 / Dziennik Gazeta Prawna
Ostatni etap był w tej sytuacji łatwy do przewidzenia – jesienią 2011 r. grupa zakomunikowała definitywne zakończenie działań zbrojnych, choć jeszcze bez rozbrojenia się ani samorozwiązania. Całkowite rozbrojenie, wraz ze wskazaniem składów broni i amunicji, ogłosiła wiosną zeszłego roku, a według nieoficjalnych informacji w lutym członkowie głosowali nad jej rozwiązaniem.
6. Według ostatniego Euskobarómetro, prowadzonego regularnie przez Uniwersytet Kraju Basków badania nastrojów społeczno-politycznych w regionie, w październiku zeszłego roku za niepodległością opowiadało się 24 proc. pytanych, za autonomią w obecnym kształcie – 36 proc., a dalszych 32 proc. – za przekształceniem Hiszpanii w państwo federalne, czyli też za pozostaniem jej częścią.