Cenckiewicz był pytany w Telewizji Republika o to czy w tzw. zbiorze zastrzeżonym znajdują się informacje, które według służb powinny pozostać tajne. "Ten zbiór, z którym ja się zapoznawałem, liczy kilka tysięcy jednostek. To ten zbiór, który obecne służby, służby dobrej zmiany, uważają, że należy w jakimś zakresie utajnić. Ja nie mam wrażenia, że oni chcą utajnić coś najbardziej istotnego, jeśli to się porównuje z tą częścią, co do której służby nie wnosiły żadnych uwag. (...) To promil dotyczący różnego rodzaju obiektów wykorzystywanych przez służby od lat sześćdziesiątych. Są to m.in. konspiracyjne mieszkania, które de facto na przestrzeni pięćdziesięciu lat zostały zdekonspirowane" - powiedział Cenckiewicz. Jak dodał, lokale te są wciąż używane.

Dopytywany, czy jeżeli zbiór zastrzeżony zostanie ujawniony, każdy będzie miał dostęp do informacji, w których miejscach przez ostatnie kilkadziesiąt lat służby specjalne prowadziły najważniejsze akcje, powiedział: "W jakimś sensie tak, ale te lokale, co do których służby chciałyby zachować pewną konspirację i zastrzeżenia, w różnych innych materiałach o charakterze operacyjnym, np. w teczkach pracy agentury, są opisane" - wyjaśnił.

Jak dodał proces udostępniania zbioru może potrwać "pięć miesięcy, a może dłużej". "Komisja pochyla się tylko nad materiałami, które wywołują spór między służbami a IPN" - wyjaśnił.

Reklama

Pytany o to jak w związku z ujawnieniem zbioru powinna wyglądać weryfikacja procesów lustracyjnych, powiedział, że jest "krytycznie nastawiony do lustracji, do biura lustracyjnego IPN, do lustracji jako sądowego procesu", i nie wierzy "w rozstrzygnięcie, uporządkowanie tych spraw". "Jestem zwolennikiem uchylenia ustawy lustracyjnej i postawienia wszystkiego na jawność, informowania o tym w jakim charakterze osoba pełniąca funkcje publiczne została opisana w dokumentach tajnych służb PRL" - podkreślił Cenckiewicz.

Jak zaznaczył, istotna jest "weryfikacja tej prawdomówności przez biuro lustracyjne i wszczęcie procedury weryfikacyjnej". "Bardzo często to przecież oświadczenia osób, które służyły w tajnych służbach po 1989 r. - Turowski jest tutaj bardzo dobrym przykładem - i niejako miały prawo kłamać w oświadczeniach lustracyjnych" - wyjaśnił.

Szef WBH pytany o powód różnicy zdań między IPN a służbami, wyjaśnił, że jest to "naturalny spór między archiwistami, czy historykami, którzy są rzecznikami jawności, a przedstawicielami służb - bez względu na to, kto nimi rządzi - którzy chcą jak najwięcej rzeczy ujawniać". "Bywają sytuacje, że są próby ukrywania współpracowników bezpieki, czy WSI i to jest przedmiotem sporu. Chcę powiedzieć, że to co zostało ujawnione to 99 proc. materiałów. To sukcesywnie trafia do zbioru ogólnego" - mówił Cenckiewicz.

Zbiór zastrzeżony, przez badaczy określany również jako zbiór "Z", powstał na mocy ustawy o IPN z 1998 r.(PAP)

autor: Marek Sławiński