W mediach pojawiły się spoty promujące prokreację. Kampania kosztująca 2,7 mln zł jeden cel już osiągnęła – wywołała negatywne emocje.
– Chcesz poznać nasz sekret? Po pierwsze, dużo się ruszamy, zdrowo jemy, nie stresujemy się. Więc jak chcesz mieć dzieci, weź z nas z przykład [...]. Wiem, co mówię, ojciec miał nas 63 – mówi króliczy bohater w spocie reklamowym promującym dzietność. – Wspieramy zdrowy styl życia. Ministerstwo Zdrowia – takimi słowami kończy się materiał. Spoty będą emitowane do końca roku w prime time, czyli w czasie największej oglądalności, we wszystkich ogólnopolskich telewizjach.
– To fatalny pomysł, konotacje językowe z królikami i płodnością są jednoznacznie negatywne – uważa prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca. Jak tłumaczy, królik jest owszem sympatycznym zwierzątkiem, ale tchórzliwym. – A jego moc rozpłodowa nie jest przedmiotem szacunku – dodaje prof. Bralczyk. Jest przekonany, że dla mężczyzn nie jest to przykład zachęcający do naśladowania. W przypadku kobiet z kolei nasuwa się skojarzenie z króliczkami „Playboya”, czyli raczej uprzedmiotowieniem kobiet. Jak tłumaczy prof. Bralczyk, króliki nie są wzorem świadomego podejścia do prokreacji, a raczej intensywnego spółkowania.