PSL dystansuje się od projektu całkowitego otwarcia archiwów SB

17 stycznia 2009

PSL dystansuje się od propozycji PO, która chce zrealizować postulat całkowitego otwarcia archiwów bezpieki. "Na dzisiaj szkoda czasu na roztrząsanie tych spraw" - mówi szef Stronnictwa, wicepremier Waldemar Pawlak.

Sobotnia "Gazeta Wyborcza" napisała, że według dopracowywanego jeszcze projektu PO, teczki osób pełniących funkcje publiczne udostępniane mają być w internecie - nadal z zamazywanymi tzw. informacjami wrażliwymi. Wszystkie pozostałe teczki - również z zamazanymi danymi wrażliwymi - mają być dostępne w oddziałach IPN.

"Warto te sprawy traktować w sposób cywilizowany, to znaczy, jeśli są w jakiejś sprawie wątpliwości, podejmować się jej wyjaśnienia sprawy dokładnie, natomiast nie traktować tych papierów jako jedynego źródła prawdy o ludziach o charakterach. Na dzisiaj szkoda czasu na roztrząsanie tych spraw. Obecne przepisy pozwalają dość dobrze to robić" - powiedział na sobotniej konferencji prasowej Pawlak.

"Te sprawy nie zasługują w obecnych czasach na zbyt wiele uwagi. Można i otwierać te archiwa, ale trzeba to robić z głową" - dodał wicepremier.

Pawlak zaznaczył, że całkowite otwarcie archiwów zawierających dokumenty tworzone przez SB mogłoby być wielkim triumfem, tych, "którzy te papiery robili", a tragedią dla ludzi, którzy nagle się w nich odnajdą, a do tej pory nie mieli świadomości, że "na nich jakieś brudne rzeczy pisano".

Szef PSL podkreślił, że zapiski zachowane w archiwach nie są "pismem świętym". "To nie jest tak, że w PRL-u wszystko źle działało: gospodarka, polityka, tylko SB była w ogóle bez skazy i pracowała bardziej ofiarnie i precyzyjnie niż hierarchia kościelna" - zaznaczył.

Według niego należy traktować te zapiski, jako źródło informacji historycznej, a nie wyrocznię o losach ludzi i historii Polski.

"Mamy tyle zmartwień, że naprawdę przekopywanie się przez te teczki, to jest rzecz mało istotna" - ocenił szef PSL

Pawlak przypomniał historię Tadeusza Nalewajka, który na początku 2008 złożył rezygnację ze stanowiska wiceszefa MSWiA. Powodem dymisji był - według mediów - "przeciek z IPN". Sąd uznał ostatecznie, że Nalewajk złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne o tym, że nie był tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL.

"W okresie, kiedy złożył rezygnację, były informacje w mediach. Kiedy sąd na wniosek IPN oczyścił go z zarzutów, nawet mała notka się nie pojawiła" - powiedział Pawlak.

"Wyobraźcie sobie, jak te teczki zostaną opublikowane i gdzieś tam ktoś przeczyta nagłówek, czy nazwisko na jakimś papierze. Myślicie państwo, że ludzie będą się specjalnie zastanawiać nad dokładnym rozstrzyganiem jakie tam były relacje i jaki charakter ma taka notatka" - pytał dziennikarzy szef ludowców.

Zgodnie z propozycją PO nie będzie oświadczeń lustracyjnych, zlikwidowane zostanie Biuro Lustracyjne IPN, które teraz bada prawdziwość takich oświadczeń, zniknie też pojęcie kłamstwa lustracyjnego.

Źródło: PAP
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381542mega.png

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.