Nic debiutującym autorom nie szkodzi bardziej niż rozbuchana ponad miarę i nieadekwatna do realiów reklama. Promując młodych pisarzy, wydawcy niekiedy desperacko poszukują dla nich wielkich patronów, od czasu do czasu zupełnie zatracając przy tym poczucie zdrowego rozsądku. Czytałam powieści obiecujących autorów, będących rzekomo inkarnacjami Gombrowiczów, Proustów, Bukowskich i wielu innych. Za każdym razem były to, bo być musiały, obietnice bez pokrycia. Gdy windujemy oczekiwania za wysoko, reakcją może być tylko rozczarowanie. W internetowych zapowiedziach debiutu Dominiki Słowik można było przeczytać, że autorka kreuje „klimat rozpięty między Schulzem a Garcíą Márquezem”, zaś na kartach jej powieści „w szarym blokowisku Śląska czasów transformacji odradza się Macondo i zarazem Ulica Krokodyli”. Prosi się o apel o odrobinę umiaru. Dominika Słowik nie ma pisarskiego temperamentu autora ani „Stu lat samotności”, ani „Sklepów cynamonowych”. W dyskusję o porównywalnym geniuszu w ogóle wdawać się nie należy.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.