Mirosław Hermaszewski: Polityką, jak jakąś chorobą, próbuje się zarazić armię

Mirosław Hermaszewski fot.Maksymilian Rigamonti
Mirosław Hermaszewski fot.Maksymilian RigamontiDziennik Gazeta Prawna
9 marca 2017

- Armia ma służyć narodowi i nie powinno mieć znaczenia, kto jest u steru rządów. A niestety teraz jest tak, że polityką, jak jakąś chorobą, próbuje się zarazić armię. Parę razy powiedziałem dosadnie, co o tym wszystkim myślę - mówi Mirosław Hermaszewski w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

2164702-magdalena-i-maksymilian-rigamonti.jpg
Magdalena i Maksymilian Rigamonti

Proszę spojrzeć, jakie mam widoki za oknem. Mieszkam w lesie, jeszcze niewyciętym. Sarenki przychodzą. Jeść im daję. 150 kg kukurydzy na całą zimę wystarcza. A dzisiaj rano jabłka dostały. Bardzo lubią jabłka. Wie pani, jestem myśliwym, ale od 10 lat sarny obserwuję tylko przez lornetkę.

Coraz częściej mi różnych rzeczy szkoda. Lubię patrzeć, obserwować, fotografować.

To są poważne rzeczy.

Na tarasie mam teleskop. Od czasu do czasu z wnukami patrzę w niebo.

Chyba ukojenia. Pierwszy raz spojrzałem przez teleskop już po locie w kosmos – na Jowisza. Zobaczyłem tę planetę i jej cztery widoczne księżyce. Wisiały sobie, tak jak i Ziemia, w przestrzeni, z czego często nie zdajemy sobie sprawy. A ja jestem pilotem, kosmonautą, patrzę na to, co się dzieje naprawdę z dużej perspektywy. Wnuki pani pokażę. Robię im zdjęcia, kocham ponad wszystko. Chcę, żeby w lepszej Polsce żyły. No, ale porozmawiajmy o kosmosie.

Zdaje pani sobie sprawę, jak często ludzie używają słowa kosmos na co dzień. Jak słyszę, że ktoś ma w domu bałagan jak w kosmosie, to myślę sobie – ludzie, tam to jest dopiero porządek ustawiony przez naturę i Boga.

Jak się dobrze przypatrzeć... Pamiętam, lecimy, koledzy śpią, patrzę przez iluminator i czuję, jakby ktoś tu był, ktoś, kto to wszystko wymyślił, stworzył. Zresztą, gdyby go nie było, to i mnie by tu nie było. Niektórzy moi koledzy przed wylotem w kosmos nie tylko byli ateistami, ale i zatwardziałymi poganami. Jednak wracali stamtąd wyraźnie odmienieni.

Trudno to opowiedzieć słowami, ale zderzenie tej wielkiej przestrzeni z samym sobą pokazuje kruchość człowieka. Chodzimy po tej ziemi, raz jest dobrze, raz źle, raz noc, raz dzień, raz deszcz, raz piękne słońce – i wszystko to jest nasze. Ale jak wejdziemy w istotę, zdamy sobie sprawę, gdzie jesteśmy, to... Oczywiście, wszyscy wiemy, bo uczą tego w szkołach, że jest Mars, Wenus, Ziemia i tak dalej, że wszystko krąży. No, ale to przecież pierwszy stopień wszechświata. Ziemia wchodzi w skład galaktyki, ogromnej struktury, w której, jak mówią uczeni, jest 200 mld gwiazd podobnych do Słońca. A jej rozmiary to 150 tys. lat świetlnych. A tych galaktyk jest niepoliczalna liczba!

Nie, chcę powiedzieć, że powinniśmy czuć skromność. Nam się wydaje, że jesteśmy jedyni, a jestem przekonany, że nie jesteśmy sami w tym bezmiarze.

Pani sobie żartuje, a ja mówię poważnie – wystarczy wziąć pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa. Albo Boga. Uważa pani, że mając tyle układów słonecznych, tyle planet, ziarno życia zasiałby tylko tu? Teleskop Hubble’a odnajduje galaktyki w odległości nawet 13,5 mld lat świetlnych. Uczeni mówią, że gdzieś powstały nowe, a inne zginęły, choć my jeszcze o tym nie wiemy, bo ich światło do nas jeszcze podąża. To się nie chce mieścić w głowie. Jeśli wzięlibyśmy w palce ziarenko piasku, oddalili od naszych oczu na odległość wyciągniętej ręki i popatrzyli w niebo, to to ziarenko zakryłoby ponad 50 tys. galaktyk. Kosmos, prawda?

Nie tylko generałów, skrzywdzonych jest znacznie więcej wśród tych, którzy służyli ojczyźnie. To polityka. Na miarę kosmosu.

I boję się jednego. By ktoś ze skrzywdzonych nie zrobił kiedyś z tego powodu jakiegoś głupstwa.

O nikim konkretnym. Ale wiem, jakie są nastroje. Jak się spędziło razem 40 lat w samolocie czy na ćwiczeniach, to jest się grupą ludzi, którą coś wiąże. Nie, nie tylko wspomnienia. Teraz się boję, bo przecież to, co się dzieje, w naszej historii nie miało dotąd miejsca. Odeszło 30 generałów i 250 pułkowników, wielu z doświadczeniem wojennym, bo byli na misjach w Kosowie, Iraku, Afganistanie. Na wykształcenie tych ludzi państwo wydało ogromne pieniądze, studiowali nie tylko w Polsce, ale też w Stanach. A na ich miejsce awansowani są inni w sposób wręcz naddźwiękowy, o dwa stopnie na przykład.

Ale przeszedłem po kolei każdy szczebelek, nigdy nie awansowałem dzień wcześniej, choć byłem w tzw. funduszu przyspieszonego rozwoju. Jak się komuś daje gwiazdkę, to z tego powodu rozumu nie przybywa. Żołnierz musi udowodnić, że jest godzien awansu. Oczywiście pojawią się ludzie, którym będzie imponowało, że ktoś był wczoraj kapitanem, a dziś jest podpułkownikiem. Przestrzegam jednak, bo nie daj Boże przyszedłby czas próby, to tacy szybko awansowani nie sprawdzą się. W przysiędze wojskowej są słowa: nie będę szczędził krwi ani życia. I ci moi koledzy przysięgali, a teraz się tymi ludźmi pomiata. A kiedy się wojskowym pomiata, to on może zareagować tylko w jeden sposób – zdjąć mundur. I ten gest to jest jego płacz. Kiedy niedawno gen. Różański żegnał się z wojskiem, wygłosił piękne przemówienie. Ale nie jestem pewien, czy wszyscy ci, co powinni, zrozumieli sens jego słów.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.