Izdebski Koordynacją projektów mogłaby się zająć Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego. Niestety, ministrowie nie traktują jej jako miejsca poważnych spotkań z samorządowcami - mówi w wywiadzie dla DGP prof. Hubert Izdebski
W drugim tomie „Raportu o stanie samorządności terytorialnej w Polsce”, którego jest pan współautorem, zostały wskazane dwie strategie mające korygować niedoskonałości podziału administracyjnego. Pierwsza polega na dostosowywaniu się do istniejących współzależności, druga - na odgórnym wspieraniu współpracy między jednostkami. Który wariant jest bardziej realny?
Lepszy byłby zapewne pierwszy, ale ma on nikłe szanse powodzenia z powodu rozbieżnych interesów na różnych piętrach architektury państwa (lokalnych i ogólnokrajowych). Drugi wariant już dziś znajduje praktyczne zastosowanie, szkoda tylko, że w sytuacjach koniecznych dla realizacji punktowych potrzeb, np. budowy wysypiska śmieci. Tymczasem istotę współczesnych koncepcji public governance (zarządzania w administracji publicznej) stanowi współdziałanie wszystkich podmiotów, które mogą przyczynić się do załatwienia jakiejś sprawy publicznej. Bez mechanizmów wspierających taką współpracę nie przezwyciężymy terytorialnego indywidualizmu. Niestety, mamy w Polsce nadmiar inicjatyw w tym zakresie.
Dlaczego twierdzi pan, że mnogość takich inicjatyw jest nieszczęściem?
Nie można nie zauważyć i rozproszenia materii, i braku korelacji między różnymi inicjatywami. W Sejmie znajdują się aż trzy projekty reformujące samorządy. Do tego trzeba dodać ustawę wprowadzającą zintegrowane inwestycje terytorialne (ZIT), którą prezydent podpisał w sierpniu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.