Dystrybucja ubezpieczeń: Drobne korekty nie zlikwidują patologii

pieniądze
Przykład? Polisolokaty lub ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe. Pośrednicy sprzedawali je jako pewny produkt, gwarantujący łatwy zarobek.ShutterStock
16 grudnia 2016

Rynek pośrednictwa usług finansowych jest pełen patologii – to wiedzą już wszyscy. Co i rusz informujemy o zdarzeniach, które jednoznacznie można zakwalifikować jako krzywdzące dla klientów – czy to korzystających z usług nierzetelnych dystrybutorów produktów ubezpieczeniowych, czy też pośredników w usługach kredytowych.

Przykład? Polisolokaty lub ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe. Pośrednicy sprzedawali je jako pewny produkt, gwarantujący łatwy zarobek. Niestety koniec tej historii wszyscy znamy: ludzie liczący na dobrą inwestycję nierzadko tracili dorobek swojego życia! Inny przykład: w ostatnich tygodniach głośno jest o ubezpieczeniach sprzętu elektronicznego: rzecznik finansowy poinformował, że ubezpieczenia te – wciskane przy okazji zakupów przez sklepy i markety – są w zasadzie bezużyteczne. Kilka lat wcześniej zaś tysiące polskich rodzin i firm dało się namówić na kredyty frankowe: pośrednicy chętnie eksponowali zalety, za to nie zawsze dostatecznie informowali o ryzyku, jakie wiąże się choćby z kursem walutowym.

Ministerstwo Finansów, częściowo pod naciskiem regulatora unijnego, postanowiło jednak powiedzieć stop nierzetelnym i nieuczciwym praktykom pośredników ubezpieczeniowych i podjąć walkę z tą palącą kwestią.

Także Ministerstwo Sprawiedliwości podejmuje działania – ostatnio w sprawie polisolokat. Powołano specgrupę, która ma wytoczyć walkę „patologicznym polisolokatom”. – Obok afery Amber Gold to kolejna ze spraw, gdzie coś zawiodło. Naszą rolą jest ustalić, co zawiodło, i podjąć konieczne kroki – twierdzi wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.

Co zawiodło i dlaczego? Eksperci wskazują na wiele kwestii.

Po pierwsze, część pośredników świadomie wprowadzała klientów w błąd. Ludzie ufali im, myśląc, że stoją oni po stronie konsumenta, a nie wielkiej korporacji. Dlatego w opublikowanym właśnie projekcie ustawy o dystrybucji ubezpieczeń Ministerstwo Finansów wskazuje, że dystrybutorzy będą musieli działać w interesie klienta. Dodatkowo mają informować o charakterze wynagrodzenia otrzymywanego od zakładów ubezpieczeń. Po to, by była jasność od samego początku, z czego tak naprawdę żyje pośrednik.

Po drugie, powodem szerzącej się patologii jest brak merytorycznej wiedzy po stronie pracowników dystrybutorów. Prawda jest brutalna: w inwestowaniu oszczędności życia pomagają często... studenci pierwszego roku. Bywa, że nie odróżniają poszczególnych usług, bazują jedynie na informacjach promocyjnych. A przed klientami udają wszechwiedzących ekspertów.

Resort finansów także to chce zmienić. Dlatego w projekcie ustawy zapisano, że każdy z pracowników oferujących ubezpieczenia będzie musiał doszkalać się w wymiarze co najmniej 15 godzin rocznie. Szkolenia będą zaś dostosowane do oferowanych przez nich produktów. Innymi słowy, dystrybutor ubezpieczeń na życie będzie się edukował w tym zakresie, a nie w kwestiach związanych z ubezpieczeniami majątkowymi.

Czy w związku z tym nareszcie na rynku zapanuje porządek? Niekoniecznie. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że projektowane przepisy są krokiem naprzód, ale zaledwie pierwszym. A potrzebnych jest co najmniej kilkanaście. Najbardziej restrykcyjni w poglądach twierdzą nawet, że w ogóle powinno się zakazać powiązań finansowych między zakładami ubezpieczeń a dystrybutorami. Płacić za usługi powinni klienci. Dopiero wówczas doradca rzetelnie wspierałby ubezpieczonych.

Więcej w DGP i na eDGP.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.