Niech mi ktoś powie, że politycy nie chcą dla nas dobrze. Chcą, chcą. Ostatnio nawet zaczęli się licytować w tym, kto nam zrobi lepiej. Chodzi oczywiście o użytkowanie wieczyste. Jest jasne, że statystycznego Polaka ten problem boli, bo albo sam dostał wielką podwyżkę, albo przynajmniej zna kogoś, kogo to spotkało.
Wszyscy są wściekli. Muszą płacić więcej i to nie za własność, tylko za coś pomiędzy własnością a ograniczonymi prawami rzeczowymi. Dlatego ruszyła ofensywa legislacyjna. Wśród posłów trwa burza mózgów. Wszyscy chcą nam ulżyć. Jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne projekty i poprawki. Jedna nowelizacja goni drugą. Nikt nie wnika, czy zmiany obronią się przed Trybunałem Konstytucyjnym. Nie o to jednak chodzi.
I tak dla przypomnienia – bo pomysły padają z prawa, lewa i ze środka – w Sejmie są co najmniej cztery pomysły. Licytację oczywiście rozpoczął i sprowokował rząd. Zaproponował w pakiecie deregulacyjnym ograniczenie częstotliwości podwyżek – chodziło o to, aby miasto mogło podnieść raz na trzy lata, a nie co roku. Padła też propozycja aby podwyżka nie mogła przekroczyć 50 proc. dotychczasowej stawki. Rząd się jednak z tego wycofał.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.