Laboratoria same decydują, kto pilnuje jakości ich analiz. A błędy popełniane są właśnie na skutek braku staranności w ich pracy.
Podmiotów wykonujących badania DNA jest na polskim rynku bardzo dużo. Są wśród nich ośrodki uniwersyteckie, ale także małe prywatne laboratoria. Ich poziom jest więc bardzo zróżnicowany. To powoduje, że nawet ta metoda nie może być uznawana bezkrytycznie za dającą 100 proc. pewności uzyskania prawdziwego wyniku. Pomylenie próbek, zanieczyszczenie materiału, czy też przeoczenie jakiegoś śladu, to tylko przykłady błędów, jakie zdarzają się w pracy biegłych sądowych.
Pomyłki się zdarzają
Jako przykład można podać sprawę gwałtu, która toczyła się przed jednym z sądów okręgowych. Tam opinia biegłego wykluczyła sprawstwo podejrzanego, na skutek czego został on uniewinniony przez sąd I instancji. Prokurator w postępowaniu odwoławczym zażądał przeprowadzenia badania genetycznego jeszcze raz, przez innego biegłego. Ten odkrył przeoczenie: poprzedni ekspert nie zauważył, że na materiale dowodowym dostarczonym do analizy, oprócz ludzkiego nasienia, znajdowały się także włosy. Po przeprowadzeniu analizy okazało się, że należały one do ofiary. W związku z ciągłymi niejasnościami przeprowadzono następne badanie. To z kolei wykazało, że pierwszy z biegłych nie dość, że przeoczył ważne ślady, to jeszcze pomylił próbki dostarczonego materiału badawczego. Po zbadaniu zdeponowanej w prokuraturze zapasowej próbki pochodzącej od podejrzanego okazało się, że jest on jednak gwałcicielem. Przypadek ten został opisany w jednym z wydań kwartalnika naukowego zakładu genetyki molekularnej i sądowej Katedry Medycyny Sądowej Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika „Genetyka + Prawo”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.