Autopromocja

HFPC o wyroku dotyczącym "SE": Przeprasza się raz, a nie 30 razy. To odwet a nie zadośćuczynienie

sąd
Przeprasza się raz, a nie 30 razy - mówi Dominika Bychawska-Siniarska z Helsińskiej Fundacji Praw CzłowiekaShutterStock
29 sierpnia 2016

- Przeprasza się raz, a nie 30 razy. Co miałoby dać powtarzanie takiego oświadczenia przez miesiąc? - mówi Dominika Bychawska-Siniarska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

2646321-dominika-bychawska-siniarska-dyrektor.jpg
Dominika Bychawska-Siniarska, dyrektor merytoryczna programu Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

O ile nie mogę wypowiadać się co do meritum sprawy, gdyż jej nie obserwowaliśmy, o tyle sam wyrok w sposób oczywisty narusza standardy wypracowane w orzecznictwie zarówno Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jak i naszego Sądu Najwyższego. Publikacja przeprosin przez tyle dni na pierwszej stronie dziennika nie jest proporcjonalna do naruszenia dóbr osobistych i trudno mówić, by stanowiła zadośćuczynienie. Raczej można ją traktować jako formę kary czy nawet odwetu. Tymczasem postępowanie cywilne nie ma służyć karaniu, tylko zadośćuczynieniu za doznaną szkodę.

Sponsorowana okładka w SE kosztuje 150 tys. zł. Można łatwo obliczyć, że szkody dla gazety będą milionowe, nie mówiąc już o czytelnikach, którzy mogą oduczyć się kupowania danego tytułu. Tabloidy w końcu żyją z okładek i czytelników, których nimi przyciągną.

Jeśli chodzi o Polskę, to warto przypomnieć wyroki w głośnej sprawie Dody i rapera Mieszko, w której sądy nakazały publikację przeprosin na głównej stronie serwisu internetowego, co wiązałoby się z kosztami w wysokości 32 mln zł. Oceniając te wyroki SN dał jednoznaczne wytyczne, że naprawienie szkody powinno być adekwatne do naruszenia i jednocześnie musi odpowiadać realiom ekonomicznym.

Z kolei ETPC w sprawie Tolstoy Miloslavsky przeciwko Wielkiej Brytanii, ale też w kilku innych jednoznacznie wypowiedział się, że zbyt wysokie zadośćuczynienie – co można odnieść także do tego nakazu przeprosin – można przyrównać do sankcji karnej, a ta nie powinna być stosowana w przypadku odpowiedzialności za słowo. Ma bowiem efekt mrożący.

Taki, który może sprawić, że dziennikarze będą powstrzymywać się od pisania o tym, co mogłoby powodować komplikacje prawne. Inaczej mówiąc swego rodzaju zastraszenie dziennikarzy prowadzące do autocenzury: wiedząc, że jakiś temat może prowadzić w przyszłości do podobnych sankcji, będą się bali go podjąć. W oczywisty sposób ogranicza to wolność słowa i jest niebezpieczne ze względu na społecznie ważną rolę, jaką sprawuje prasa.

Autokorekcyjna. Jest to forma przyznania się do winy i poinformowania odbiorców o tym, że został popełniony błąd. Z punktu widzenia osoby, której dobra osobiste zostały naruszone, przeprosiny mają stanowić próbę odzyskania reputacji i dobrego imienia. Trudno uznać, by przeprosiny nakazane przez warszawski sąd taką funkcję spełniały. Przeprasza się raz, a nie 30 razy. Nie wiem, co miałoby dać powtarzanie przeprosin przez tak długi czas.

Nie bez znaczenia jest także aspekt ekonomiczny. Brak pierwszej strony gazety o charakterze tabloidowym przez 30 dni w sposób znaczący wpłynie na sprzedaż.

Nie. Jestem przekonana, że przynajmniej w zakresie przeprosin musi dojść do korekty. Zwłaszcza że sądy odwoławcze coraz częściej odwołują się do standardów wynikających ze strasburskiego orzecznictwa.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.