Autopromocja

Gutowski i Kardas: Wygoda posłów nie jest normą konstytucyjną

sejm
Zapowiedź utworzenia nowego centrum medialnego, a w rzeczywistości wprowadzenia istotnych ograniczeń dla dziennikarzy relacjonujących prace parlamentarne, to zagrożenie praw konstytucyjnychShutterStock
20 grudnia 2016

Dostęp dziennikarzy do Sejmu jest zupełnie oczywisty. Nie da się go ograniczyć, majstrując przy regulaminach sejmowych. Na pewno nie można go też zawiesić w celu ukrycia przed opinią publiczną słabości, braku profesjonalizmu i niekompetencji posłów, a czasem wręcz ich arogancji w krępujących sytuacjach.

2759078-i02-2016-245-00000050e.jpg
Prof. dr hab. Maciej Gutowski, dziekan ORA w Poznaniu
2759084-i02-2016-245-00000050e.jpg
Prof. dr hab. Piotr Kardas, wiceprezes NRA

Choć niechęć posłów jest w tym zakresie zupełnie zrozumiała, społeczeństwo jest ważniejsze. I tylko niektórym posłom wydaje się, że jest odwrotnie.

Zapowiedź utworzenia nowego centrum medialnego, a w rzeczywistości wprowadzenia istotnych ograniczeń dla dziennikarzy relacjonujących prace parlamentarne, to zagrożenie praw konstytucyjnych. Przede wszystkim wolności prasy i mediów oraz wolności wypowiedzi, a także prawa obywateli do rzetelnej informacji i  jawności życia publicznego. Jeśli spojrzymy na ramy prawne z perspektywy dziennikarzy, na pierwszy plan wysuwa się przewidziany w art. 14 konstytucji obowiązek zapewnienia przez Rzeczpospolitą Polską wolności prasy i innych środków społecznego przekazu. Dopełnia go przewidziany w art. 54 konstytucji zakaz cenzury prewencyjnej środków społecznego przekazu oraz koncesjonowania prasy, a także art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Choć zasada wolności prasy nie ma charakteru absolutnego i może podlegać ograniczeniom, których podstawą są inne normy, zasady i wartości konstytucyjne, to jednak ograniczenia te są wąskie i wyjątkowe. Prawie nie dotyczą one polityków pełniących służbę na rzecz społeczeństwa, wyłonionych w  oparciu o reguły demokratycznego wyboru. Ograniczenia wolności pracy muszą bowiem być – w myśl art. 31 ust. 3 konstytucji – konieczne w państwie demokratycznym do zapewnienia bezpieczeństwa lub porządku publicznego, ochrony środowiska, zdrowia, moralności publicznej albo wolności i praw innych osób. Każde ustawowe ograniczenie wolności musi być też proporcjonalne do starannie wyważonej potrzeby i nie może naruszać istoty tej wolności.

Pewne wartości wymienione w konstytucji są bowiem na tyle ważne, że nawet wolność mediów musi doznać pewnego ograniczenia. Ale taką wartością nie jest wygoda i dobre samopoczucie posłów. Oni bowiem nie są w  Sejmie dla siebie, lecz dla społeczeństwa, a obywatele mają prawo wiedzieć i widzieć, jak posłowie swój mandat wykonują. W kontekście proporcjonalnych ograniczeń wolności prasy, właśnie z perspektywy społeczeństwa, widoczne jest przewidziane w art. 61 konstytucji prawo obywateli do informacji o działalności organów władzy publicznej. Prawo to obejmuje wstęp na posiedzenia – z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu – kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów. Ograniczenie tego prawa może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach podstawy ochrony wolności i  praw innych osób, podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.

Regulaminy sejmowe określają jedynie tryb udzielania informacji. Prawo obywateli do informacji z natury rzeczy nie może być w pełni realizowane osobiście. Właśnie po to, by zachować sensowny tryb pozyskiwania przez opinię publiczną rzetelnej informacji, funkcjonują wolne media.

Wolne, nie usłużne. I niekoniecznie sympatyczne. Bo ich rolą jest kontrolowanie władzy przez informowanie jej zwierzchnika o wszystkich popełnionych przez władzę błędach. A zwierzchnikiem jest tak dziś wzburzone społeczeństwo. Wolne media – jak podkreśla unijny Trybunał Sprawiedliwości – pełnią istotną funkcję kontrolną, zwłaszcza w odniesieniu do struktur władzy publicznej. Dlatego szeroki zakres swobody wypowiedzi jest szczególnie istotny w odniesieniu do działalności prasy.

Wolna prasa jest bowiem instrumentem umożliwiającym swobodną debatę polityczną, stanowiącą rdzeń koncepcji społeczeństwa demokratycznego (patrz orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE z 1986 r. w sprawie Lingens przeciwko Austrii lub z 1992 r. w sprawie Castells przeciwko Hiszpanii). Rolą mediów w społeczeństwie demokratycznym jest bezstronne przekazywanie informacji i poglądów na temat wszystkich zagadnień będących przedmiotem zainteresowania publicznego.

Wolność prasy zapewnia opinii publicznej jeden z najlepszych środków poznania i kształtowania opinii o poglądach oraz stanowiskach przywódców politycznych. Choć istotnie, społeczeństwo nie zawsze z  przyjemnością ogląda swoich liderów na obrazkach przynoszonych przez media. A politycy nie zawsze chcieliby być oglądani.

Rozumiemy to. Zdajemy sobie sprawę, że głupio jest leżeć w   poprzek korytarza sejmowego, opowiadać androny lub bełkotać do kamery, pokazywać środkowy palec, kłócić się publicznie, wyrywać telefon albo zajadać się palcami na sali sejmowej, dowodząc, że wraz z   wynalazkiem widelca przekazaliśmy Francuzom wyłączne prawo do korzystania z   niego. Wydaje nam się jednak, że społeczeństwo jakoś przełknie te tanie uciechy. Na pewno nie stanowią one jednak dopuszczalnych – w   świetle gwarancji konstytucyjnych – ograniczeń wolności mediów i   obywatelskiego prawa do informacji.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.