Minister sprawiedliwości na konferencji prasowej 2 lutego 2018 r. zapewniał, że 18 kandydatów na 15 sędziowskich miejsc w nowej Krajowej Radzie Sądownictwa to dużo, a nawet bardzo dużo. Pewien zapas niewątpliwie jest, ale nie wiadomo jeszcze, jak zakończy się weryfikacja podpisów pod poszczególnymi zgłoszeniami.
Oceny liczby zgłoszeń trzeba dokonywać w kontekście rzekomej demokratyzacji wyborów do KRS. Wszak autorzy pomysłu, by sędziów do rady wybierał Sejm, twierdzili, że rozwiązanie to otworzy drogę do kandydowania sędziom liniowym, niemającym poparcia w środowiskowym „salonie”. Z tej perspektywy liczba 18 chętnych (na dziesięciotysięczną grupę zawodową) nie wydaje się imponująca. Co więcej, z nieoficjalnych informacji (bo lista nazwisk wciąż jest niejawna), wynika, że tylko dwoje kandydatów zgłosiły organizacje społeczne. A to już prawdziwa porażka idei obywatelskiej kontroli wymiaru sprawiedliwości, z której ustawodawca uczynił jeden z głównych argumentów za zmianą dotychczasowego trybu wyłaniania członków KRS.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.