Sześciło: Powrót prawa powielaczowego [OPINIA]

Dziś obserwujemy prawdziwe apogeum biurokratycznego legalizmu w postaci funkcjonariuszy Policji strzegących wejścia do parku niczym skarbca banku centralnego czy polujących na rowerzystów oraz biegaczy.
Policjant wypisuje mandatShutterStock
21 kwietnia 2020

Praktyka stosowania przepisów ograniczających swobodę poruszania się w czasach pandemii to kolejny dowód, że założenia państwa prawnego słabo się u nas przyjęły.

Klasycy polskiej teorii prawa administracyjnego, tacy jak Władysław Leopold Jaworski czy Marian Zimmermann, roztrząsali w swoich pracach dylemat, czy administracja ma być swobodną, twórczą działalnością w luźnych ramach ustawowych, czy też wyłącznie ścisłym stosowaniem prawa powszechnie obowiązującego. Wydawałoby się, że wraz z nastaniem ery państwa prawnego sprawa została rozstrzygnięta – ilekroć władza publiczna ingeruje w wolności i prawa jednostki, potrzebuje po temu podstawy ustawowej. Maksymalnie precyzyjnej, aby ograniczyć pole uznania administracyjnego i zapewnić jednolitość praktyki administracyjnej. Całkowicie uznania wyeliminować się nie da, bo popadlibyśmy w absurdalną kazuistykę, ale urzędnik czy policjant powinni mieć jednak ograniczone pole do samodzielnej twórczości interpretacyjnej. Przede wszystkim, ilekroć ustawodawca operuje pojęciami nieostrymi służącymi ograniczaniu wolności i praw, ich wykładnia powinna być zawężająca i ograniczona celami regulacji.

Pozostało 81% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png