Niemal wszyscy – politycy, sędziowie, eksperci – przyznają, że tak wielkich zatorów w rejestracji spółek jeszcze nie było. Sytuacja pogarsza się z kwartału na kwartał. Każdy ma jednak własne rozwiązanie problemu
Aby ruszyć z biznesem w postaci popularnej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, trzeba ją wpisać do Krajowego Rejestru Sądowego. Co prawda już bez wpisu można wynająć biuro czy kupić do niego meble, ale nie uda się nam znaleźć żadnego poważnego kontrahenta ani nie wygramy przetargu. Wpisów dokonują sędziowie i referendarze. Jak mówią, są zalewani wnioskami, a rąk do pracy brakuje. W efekcie na prostą rejestrację spółki, stowarzyszenia czy izby handlowej w wielu miastach czeka się kwartał. A jeśli tylko orzecznik dostrzeże najdrobniejszy błąd, procedura wydłuża się w najlepszym razie do pół roku.
– Tyle to trwało w moim przypadku. Wpisaliśmy we wniosku „miasto Warszawa” zamiast „miasto stołeczne Warszawa”. Po trzech miesiącach dostaliśmy z sądu pismo o odrzuceniu. Złożyliśmy szybko nowy wniosek i po trzech kolejnych miesiącach w końcu zostaliśmy zarejestrowani. Łącznie pół roku. Koszmar – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.