To, co od ładnych już paru lat dzieje się wokół Igora Tulei, jest najlepszym dowodem na to, że rządzący powinni trzymać się od sądownictwa z daleka. A jeśli już nie ma innego wyjścia – bo nie bądźmy naiwni, czasem i tak bywa – zmiany powinny być przeprowadzane za pomocą skalpela, a nie siekiery i młota pneumatycznego.
Sprawa znanego warszawskiego sędziego jak w soczewce skupia wszelkie patologie, z jakimi mamy do czynienia, odkąd partia nami rządząca za cel obrała sobie reformę wymiaru sprawiedliwości. Mamy więc chaotyczne i zupełnie nieracjonalne działania (będące po części wynikiem nieprzemyślanych zmian w prawie, a po części zmian kadrowych na takich stanowiskach jak rzecznicy dyscyplinarni sędziów) organów, które w założeniu miały ścigać przestępców w togach, a zamiast tego nieudolnie próbują uciszać sędziów, którym nie podoba się to, co z sądownictwem wyrabiają rządzący. Mamy polityczne bicie piany, zawsze wtedy, gdy zapadające w sprawie Tulei orzeczenia sądów są nie w smak przedstawicielom władzy. Jednocześnie czyni się z tego sędziego niemal świętego, ikonę, męczennika w walce o imponderabilia sądowe, co w normalnych warunkach też nie powinno mieć miejsca.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.