Autopromocja

Kowalczyk: Chcemy wspierać emerytów z najniższymi świadczeniami. Rozmawiamy o dodatku lub podniesieniu najniższego świadczenia [WYWIAD]

Henryk Kowalczy
Henryk KowalczykAgencja Gazeta / Fot. Adam Stepien Agencja Gazeta
30 listopada 2017

- Podniesienie najniższej emerytury czy jakiś jednorazowy bonus? A może dodatek do waloryzacji? Trwają rozmowy - mówi Henryk Kowalczyk.

Nic nie wiem, żebym miał się gdzieś wybierać.

Tam czy w inne miejsca wysyłają mnie dziennikarze, ale nie słyszałem, żeby wiedzieli o tym od pani premier, a to ona decyduje. Premier nic mi nie mówiła, że mam się szykować na jakieś nowe miejsce.

Na razie jest odłożona. Ale kiedy będzie, to pytanie nie do mnie.

Według tych kryteriów to zmiana będzie raczej mała.

Nie, bo chociaż wnioski wpływają, to znaczna ich część została złożona przez osoby, które nie wypowiedziały umowy o pracę, więc wypłat emerytur nie ma. Występują do ZUS, by zobaczyć, co im zaproponuje, ale to nie znaczy, że zwolnią się z pracy. Raczej chcą się zastanowić. Pierwsza grupa, która ruszyła po świadczenia, to były osoby, które i tak nie pracowały, bo były na bezrobociu albo pobierały inne świadczenia np. przedemerytalne. Było oczywiste, że oni nie będą czekali. Dlatego na razie nie ma czym się martwić.

Nie mamy tego w programie PiS ani nie ma dyskusji, by teraz ten program zmieniać. Wiem, że w Europie są też inne poglądy, ale nie da się sztucznie wyrównać fizycznych warunków płci.

Bo są mniej ostrożni, giną częściej w wypadkach, ale jeśli dożyją starszego wieku, to są w dobrej formie. Mężczyzna w wieku 65 lat jest sprawniejszy niż kobieta.

Mamy wybór. Każde przedłużenie pracy powoduje wyższe świadczenie. Wszystkie próby zrównania wieku to byłby nakaz pracy. Mówienie, że to dla dobra kobiet, jest przewrotne. Jeśli kobieta chce mieć wyższą emeryturę, może pracować dłużej dobrowolnie.

Nie, bo przecież z tych dwustu kilkudziesięciu tysięcy odbierających świadczenia z rynku pracy zeszło kilkadziesiąt tysięcy. Reszta była poza rynkiem pracy.

Są prace w resorcie finansów lub rozwoju, nie wiem, bo tym się zajmuje wicepremier Morawiecki.

Każdy pomysł budowania oszczędności na emeryturę jest dobry, ale trzeba przyjrzeć się szczegółom. Bo jeśli chcemy wprowadzić znaczną prowizję za zarządzanie i włączyć do tego systemu Fundusz Rezerwy Demograficznej zasilony środkami z OFE, to trzeba być ostrożnym.

Dopóki to są niewielkie programy, to nie jest problem. Ale jeśli dołożymy do tego pieniądze z OFE, których część ma trafić do Funduszu Rezerwy Demograficznej, a część na III filar, to kwota będzie niebagatelna.

Odnoszę się do całej koncepcji, jaka była przedstawiona w ramach planu budowy kapitału. A co do projektu ustawy dotyczącej OFE i FRD to trwają na rozmowy między ministrem rodziny, pracy i polityki społecznej a ministrem rozwoju i finansów. Proszę ich pytać o tę kwestię.

Wszystko zależy od szczegółów. Na pewno potrzebne jest zwiększenie stopy oszczędności, warto stwarzać zachęty dla takiego działania. Budowanie kolejnych filarów emerytalnych też jest potrzebne. Trwanie OFE w obecnej postaci nie jest dobrym rozwiązaniem. Ta sprawa jest wrażliwa i każde moje słowo ma tu znaczenie, więc nie będę mówił o projekcie, który jest w trakcie uzgodnień.

On jest zasadniczo dobry. Taki pomysł był zawarty w przygotowywanej przeze mnie koncepcji podatku jednolitego.

Tak, teraz tej drugiej części nie ma. Ale obecny projekt ma tę zaletę, że likwiduje degresywność obciążenia podatkowego, czyli że powyżej pewnej kwoty ludzie zaczynają płacić relatywnie mniejszą daninę. Kolejna zaleta, to że wpłynie więcej pieniędzy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, choć oczywiście podwyższy to koszty pracodawców. No i jest pytanie, jak to wpłynie na rozpiętość wysokości emerytur, czy nie będzie za duża.

Bo pierwszy cel, czyli zlikwidowanie degresywności, jest ważny.

Ja nie mówię, że jest świetny.

Też się tego obawiam, bo wówczas efekty finansowe zmiany mogą być mniejsze.

Takich prac nie ma. Ja bym odesłał do mojego pomysłu daniny jednolitej. Nadal twierdzę, że to najlepszy system, bo traktuje wszystkich jednakowo. Ale ponieważ wprowadzaliśmy wiele reform, zapadła decyzja, że w tej kadencji tego nie wdrażamy. Przyjąłem to do wiadomości.

Jeśli decyzja już zapadła, to trzeba ją wdrożyć. Jednak wdrożenie tego rozwiązania od początku 2018 r. będzie bardzo trudne, czyli możliwe jest wejście rok później.

To jest właśnie arbitraż na rynku pracy. Widzę tu pewne zagrożenia.

Ustawa o jawności życia publicznego rzeczywiście idzie bardzo szeroko, obejmuje wiele tysięcy osób. Ale jeśli ktoś podejmuje decyzje w sprawach finansów publicznych – a orzecznik pośrednio podejmuje – to dlaczego nie chce składać oświadczeń? Ja jako polityk od wielu lat publikuję swoje oświadczenia, to nie mam skrupułów przed tym, by inni, którzy decydują o wydawaniu publicznych pieniędzy, też musieli to robić.

A radni z małych wsi? Też publikują oświadczenia majątkowe. Czym to się różni?

Tu mogą być pewne modyfikacje, nie musi być jawności w każdym przypadku, może być oświadczenie składane do wglądu określonych służb. Ta dyskusja w rządzie trwa. Natomiast nie pochwalam całkowitego unikania oświadczeń.

Teraz mamy dwa rodzaje oświadczeń: składane do wiadomości odpowiednich organów i jawne, publikowane dla wszystkich. Projekt budzi duże emocje. Służby dociskają, żeby była jak największa jawność, wtedy ma to działanie prewencyjne.

Na razie nie można powiedzieć, czy jakieś bonusy zostaną uruchomione. Będziemy to rozważać po nowym roku, biorąc pod uwagę m.in. stan finansów i liczbę osób, które przejdą na emeryturę po obniżeniu wieku emerytalnego.

Nie, to jest kolejny krok. Docelowo powinno być 8 tys. zł kwoty wolnej dla każdego.

Nie sądzę.

Tak, ale na przyszły rok założyliśmy sobie bardzo ambitne cele, jeśli chodzi o poziom deficytu finansów publicznych. To już nie będzie deficyt 3 proc. PKB, tylko dużo mniej. Sytuacja w budżecie jest dobra, ale musimy uważać, żeby nie zagrozić realizacji tego celu.

Wydatki sztywne uzależnione od PKB nie są takie groźne, bo w przypadku spowolnienia też spadają. Czyli wydatki na MON i służbę zdrowia.

Emerytury trochę są, ich wzrost zależy przecież od tempa wzrostu płac.

Nie da się przewidzieć wszystkiego. Wewnątrz kraju nie widzę, ale różnie może być na świecie. Nie wiemy choćby, jakie będą skutki kryzysu politycznego w Niemczech.

To może być demoralizujące. Zachęca się ludzi do przejścia na emeryturę w pierwszym możliwym momencie. Po co mają pracować, skoro nawet jak dostaną minimalną emeryturę, to rząd im dorzuci coś ekstra?

Żaden bonus z minimalną emeryturą nie będzie tak duży jak pensja.

Jeszcze nie ma odpowiedzi na to pytanie. Nie wiemy, ile będzie kosztowała w przyszłym roku waloryzacja wszystkich emerytur. Płace szybko rosną. To może kosztować 5–6 mld zł. Do tego dochodzi koszt związany z przejściami na emeryturę w związku z obniżeniem wieku emerytalnego. Na te działania środki są. Ale na dodatkowe bonusy czy dużą podwyżkę emerytury minimalnej nie można teraz deklarować.

Wchłonięcie skutków obniżenia wieku emerytalnego – trzeba to będzie obserwować. Druga rzecz to program „Mieszkanie plus”, on powinien być coraz bardziej widoczny. Trzeba sprawniej uruchamiać grunty pod ten program, podpisywać umowy. I trzecie: bardzo słabo są absorbowane przez samorządy środki europejskie z regionalnych programów operacyjnych. Mam nadzieję, że kumulują one wydatki na przyszły rok, bo jest to rok wyborczy. No ale zdaje się, że już w tym roku powinny zacząć wydawać. Jeśli nadal będzie to szło słabo, to wydatkowanie pieniędzy europejskich może być zagrożone. I wtedy trzeba będzie mocno dociskać samorządy. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.